Dyplomatołectwo polskie sięgnęło pośladków Trumpa.

Gdyby spytać przeciętnie zorientowanego Polaka, do jakich gremiów międzynarodowych należy Polska, to wymieniłby pewnie Unię Europejską, NATO i ONZ. Czyli jakieś 10 proc. organizacji międzynarodowych, których nasz kraj jest członkiem.

Wyżerka w tropikach

Jeszcze ciekawiej zrobiłoby się, gdyby zapytać rodaków, po co do takich struktur należymy. Tu odpowiedzi byłyby pewnie rozstrzelone, ale prawda wcale nie kryłaby się gdzieś pośrodku tych opinii, ale całkiem z boku. Bo tak naprawdę należenie do większości międzypaństwowych tworów leży w interesie polityków i urzędników najwyższego szczebla. Do pracy w biurach tych organizacji wysyłają bowiem swoich synów i córki. To dzięki takim organizacjom mogą kilka razy do roku wyskoczyć do dobrego hotelu i w miłej atmosferze pojeść, popić i odpocząć. Bo przecież organizacje międzynarodowe przez organizowanie spotkań muszą non stop udowadniać, że istnieją. W czasie tych spędów debatuje się o rzeczach światowych. Tyle że niemających wiele wspólnego z objeżdżającymi je osobami. Regułą bowiem jest, że każde spotkanie danej organizacji kończy się uroczystym apelem, wielostronnym oświadczeniem czy czymś podobnym. Sęk w tym, że treść tych enuncjacji jest przygotowywana przez ludzi pracujących w danej organizacji i rozesłana do aprobaty poszczególnych krajów grubo przed spędem.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments