„Tylko nie mów nikomu”

Tomasz Sekielski dopiął swego – stworzył dokument o pedofilii w polskim kościele. Jeśli byliście na „Klerze” i pocieszaliście się, że to w dużej mierze fikcja, teraz to samo, dostajecie w faktach.

Dokument braci Tomasza i Marka Sekielskich mieliśmy okazję obejrzeć jako jedni z pierwszych, podczas pokazu prasowego 9 maja w Warszawie. Dla nas w „FiM” nic, co pojawia się w tym filmie nie jest żadną nowością ani zaskoczeniem. Pedofili w sutannach tropimy i opisujemy od blisko dwóch dekad. Mamy świadomość rozmiaru procederu, piętna jakie pozostawia on na ofiarach i kościelnego bagna systemowego, które chrani patologię, mnożącą się w jego strukturach. Jednak wartość produkcji Sekielskich (dostępna dla wszystkich widzów od 11 maja na stronie youtube.com/sekielski) zawiera się w dokumentacji tejże patologii. Przed kamerą stają nie tylko ofiary molestowane w dzieciństwie przez księży, ale twórcom udaje się także pokazać i skonfrontować z ich uczynkami samych oprawców. Nie jest to widok przyjemny. Wielu z nich jest już starych, wielu już wita się ze śmiercią. Czy jednak rozumieją, czego tak naprawdę się dopuścili? Czy ich skrucha wobec ofiar i żal za grzechy są szczere? Czy może jedynie boją się kary, która może ich spotkać jeszcze tu, za życia lub za chwilę w zaświatach?

Świadectwo ofiar
Dziecko zapamiętuje zmysłami. Że ksiądz miał skórzane mokasyny, które pozwalały mu poruszać się bezszelestnie. Że woził chłopców żółtym maluchem. Że śmierdział mlekiem. Że miał wahadełko, że za szafą trzymał papier toaletowy. Dla ofiar molestowania z „Tylko nie mów nikomu” kontakty z księżmi były ich pierwszym doświadczeniem seksualnym i naznaczyły je na całe życie. Nie trudno odgadnąć, że życie to pełne było strachu i nocnych koszmarów, wstydu i poczucia winy, zaowocowało nieumiejętnością stworzenia zdrowej relacji z drugim dorosłym, kompulsjami, uzależnieniami, które buforując dawną traumę, jednocześnie nieustannie popychały ich ku autodestrukcji. Nierzadko ofiary pedofilów targają się na własne życie, niektóre… nad wyraz skutecznie…

– Tylko nie mów nikomu – grożą molestowanym dzieciom oprawcy. I dzieci milczą. Milczą latami, również jako dorośli. Milczą ze strachu, ze wstydu. Milczą, bo nikt ich nie słucha, bo nikt nie chce usłyszeć. Te, które zdecydowały się „zdradzić”, przełamać zmowę milczenia, są odrzucane przez najbliższych, lekceważone przez Kościół i nawet w majestacie prawa nie mają co szukać sprawiedliwości, bo na to już za późno, bo zbrodnia się przedawniła. Poza tym słyszą przecież ze wszystkich stron, że… „podnosząc rękę na Kościół, podnoszą rękę na Polskę”, na wartości, społeczność, rodzinę.

Winowajcy
W filmie Sekielskich występują zarówno duchowni już znani z mediów, oskarżeni i/lub skazani przez sądy za molestowanie nieletnich prawomocnymi wyrokami, m.in. ks. Dariusz Olejniczak, ks. Andrzej Srebrzyński czy ks. Paweł Kania. Ale pojawiają się także postacie nowe jak ks. Jan A., ks. Franciszek Cybula (kapelan L.Wałęsy) czy ks. Eugeniusz M. (kustosz sanktuarium maryjnego w Licheniu). O ich chorych praktykach, o „zabawianiu się” z dziećmi wiedzą najwyżsi hierarchowie polskiego KK, ale za ich niewinność poręczają własnoręcznymi podpisami. Szerzących zgorszenie duchownych współbraci przerzucają z parafii do parafii. Akceptują ich obecność we wspólnocie, umożliwiają dalsze pełnienie posługi kapłańskiej, a nawet pracę z dziećmi. Ci co wiedzę i nic z tym nie robią, choć powinni, choć mogliby wiele, są tak samo winni, jak ci, którzy bezpośrednio dopuścili się pedofilii. W przeciwieństwie jednak do tych ostatnich, o których nieraz upomni się prawo, ci na wyższych stołkach, są w Polsce całkowicie nietykalni. Tu w systemie ręka, rękę myje. Rzekome kościelne procedury i wewnętrzne reguły, stanowią wygodną zasłonę i zamykają usta poszczególnym członkom polskiego duchowieństwa. W imię zasady, że im mniej się będzie o tym wszystkim mówiło, tym lepiej.

Oglądając dokument Sekielskich, trudno się oprzeć wrażeniu, że pedofilia jest częścią systemu KK i to od wieków. Jest w tym systemie dobrze znana, zasiedziana, wręcz swojska. Właściwie nikogo z duchowieństwa nie oburza, nikogo nawet nie dziwi. Gdy kamera śledzi wypowiadających się biskupów i arcybiskupów na poświęconej pedofilii konferencji KEP, z ich postawy nie trudno odczytać właściwy komunikat. Ich usta mówią jedno, a reszta ciała oznajmia: „Ale o co tyle szumu? Że jakiś ksiądz pomacał trochę bachora? Że się z nim trochę pobawił? Przecież księdzu też się coś od życia należy, a bachorowi źle nie było. Toż i on miał orgazm. I jemu dobrze było. Ksiądz go zabrał na Kanary, poprzytulał, dał buzi. Wielkie mi halo!”.

Drążenie przez Sekielskich tematu, księża podciągają pod „tanie gonienie za sensacją”, „rozdmuchiwanie spraw niewartych zachodu”, „szczucie na Kościół”, „niszczenie ludzi”. Dorosłe ofiary księży to „pieniacze”, właściwie nawet „niewdzięcznicy”, bo przecież kiedyś przez księży wybrani, upatrzeni, wyróżnieni intymną relacją, a teraz tylko „paszczą”, „skamlą” i skarżą się w mediach.

I tylko dziwne, że po 32 latach, od wykorzystania przez księdza w wieku lat 7, Anka nadal budzi się w nocy z krzykiem. Dziwne, że Andrzej po księżowskich macankach, przestaje jeść i prawie umiera z głodu, że dorosły już Marek, począwszy od 12 roku życia wieloletni księżowski „zaspokajacz”, nie potrafi kochać się z żoną. Najdziwniejszy zaś jest Przemek, który zamiast dalszego miłego miziania w parafialnych zakątkach, wybiera sznur. Ludzie są dziwni.

Blanka Florczyk

Artykuł pochodzi z numeru 0 tygodnika Fakty i Mity

One thought to “„Tylko nie mów nikomu””

  1. Przyznam Panowie, że boli mnie okrutnie pomijanie przez Pana Tomka Sekielskiego i Kuby Wątłego waszych pionierskich w temacie działań. Trzymam z nimi i z wami. Ale wydaje się to cholerną niesprawiedliwością, że tak – jak deklarują – rzetelni dziennikarze tak bardzo boją się was dotknąć palcem i wskazać jako „pierwszych sprawiedliwych”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *