V kolumna

Na tropie Całusławy
Abp Marek Jędraszewski, profesor nauk teologicznych i profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, opublikował w kwartalniku „Łódzkie Studia Teologiczne” artykuł „Chrzest Polski”. Wychwala w nim Mieszka I za to, że „przed przyjęciem chrztu był zmuszony oddalić siedem żon, które dotychczas posiadał. Według Kpinomira, spowiednika Dobrawy, który w kronice zatytułowanej „Vita Mesconis” („Żywot Mieszka”) przekazał nam nawet ich imiona, Mieszko I podjął decyzję o ich oddaleniu na skutek zabiegów swojej nowej czeskiej małżonki”. Spowiednika Kpinomira wymyślił jednak mieszkający w Polsce amerykański historyk Philip Earl Steele na prima aprilis w 2016 r. Rzekoma kronika Kpinomira to bardzo zabawny tekst. Czytamy w niej, że pogańskie żony Mieszka I nosiły imiona: Całusława, Biustyna, Błogomina, Udowita, Pieściwoja, Rębicha i Pępicha (nas by od razu zaalarmowała niesłowiańska Biustyna!). Wojciech Maziarski, który ujawnił wpadkę Jędraszewskiego, pyta w „GW”, ile są warte profesorskie tytuły dostojników Kościoła. My zaś pytamy: czy oddalenie siedmiu żon dla ósmej nie jest świństwem?

Z igły widły
Trudno w to uwierzyć, ale awantura wokół rekwizytów użytych podczas gdańskiego Marszu Równości wpłynęła ponoć na wynik eurowyborów! Przebrany za anioła uczestnik marszu niósł bowiem obrazek z ukoronowaną waginą na kiju, co katolikom nie wiedzieć czemu skojarzyło się z… monstrancją. Kościelno-pisowski aparat propagandowy niesamowicie tę błahostkę rozdmuchał, wrzeszcząc o lesbijsko-gejowskiej prowokacji i profanacji Najświętszego Sakramentu, wzywając naród do obrony wiary. Już są donosy do prokuratury. W efekcie prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, która szła w pierwszym szeregu marszu, odcięła się od jego organizatorów, a nawet wystosowała karcący list do grupy Trójmiejskie Dziewuchy Dziewuchom, odpowiedzialnej za happening z aniołami i waginą. A wcześniej sama napisała na Twitterze: „Kto tu się nabija z katolików? Miłość nie wyklucza nikogo”.

Ksiądz jest ważniejszy
Bunt łódzkich radnych zaczął się od tego, że na uroczystości w jednej ze szkół przewodniczący tamtejszej Rady Miasta Marcin Gołaszewski został powitany po proboszczu i katechecie, jako mniej ważny od nich. Gdy radni zorientowali się, że to dość powszechny zwyczaj, czworo z nich (z Platformy i Nowoczesnej) napisało interpelację, w której domagają się interwencji władz miasta w sprawie „niezręcznych sytuacji”, kiedy to obdarzeni demokratycznym mandatem samorządowcy traktowani są jak goście drugiej kategorii, a w roli pierwszoplanowej osobistości występuje katecheta, tylko dlatego że nosi sutannę. Rozgorzała dyskusja. Okazało się, że w niektórych szkołach, np. w XXIV LO, regulamin mówi wprost o witaniu biskupa i proboszcza przed prezydentem Łodzi, a dyrektor XI LO Bogusław Olejniczak przypomina „honorową zasadę pierwszeństwa stanu duchownego przed świeckim”. Jeszcze jeden średniowieczny kościelny przywilej. Dobrze, że przynajmniej prezydent RP jest witany przed biskupami, choć w przypadku Dudy niczego to nie zmienia.

Interes do zrobienia
Za 280 mln zł w 10 ratach władze Krakowa kupują od tamtejszego Szpitala Uniwersyteckiego, który przenosi się do nowej siedziby, budynki przy ul. Kopernika. Jest wśród nich kościół Niepokalanego Poczęcia NMP z przyległymi zabudowaniami, wart 24 mln zł. Upatrzył go sobie metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski i zgłosił chęć odkupienia go od miasta za… 500 tys. zł. Przepisy mówią bowiem, że Kościół może nabyć nieruchomość z 98-procentową bonifikatą, czyli praktycznie półdarmo. W Krakowie zdarzały się już takie transakcje, np. w 2010 r. kuria zapłaciła 18 600 zł za 0,6 ha gruntu, którego wartość rynkowa wynosiła milion. Tym razem może być inaczej. Przewodniczący rady miejskiej Dominik Jaśkowiec proponuje wymianę: kościół przy Kopernika w zamian za któryś z kościelnych budynków, w którym miasto prowadzi przedszkole, płacąc wysoki czynsz. Albo, jeszcze lepiej, w zamian za park Jalu Kurka przy ul. Szlak, należący do zakonu salwatorianów. Czy po 30 latach uwłaszczania krakowskiego Kościoła kosztem mieszkańców ktoś wreszcie powie STOP?

Haracz
Poseł Krzysztof Brejza (PO-KO) po długich staraniach zdobył wreszcie podsumowanie wydatków Ministerstwa Spraw Zagranicznych na „dzieła” Rydzyka. Od początku pisowskich rządów MSZ wyasygnowało na realizację rozmaitych projektów zaradnego mnicha ogółem 1,78 mln zł, jakby miał on udział w prowadzeniu polskiej polityki zagranicznej. Najwięcej, bo 926 tys. zł, pochłonął Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej, działający przy toruńskiej WSKSiM. 200 tys. zł poszło na ozdobienie świątyni Rydzyka tablicami z nazwiskami 1 059 Polaków, którzy w czasie wojny ratowali Żydów; w radiomaryjnej propagandzie to dowód, że w Polsce nie było i nie ma antysemityzmu. Na obchody stulecia niepodległości wydano 157 tys. zł (konferencja, dwie publikacje, kampania na FB i Twitterze). Czy w pisowskim rządzie jest choć jeden resort, który nie daje Rydzykowi?

Poniżej pasa
Głośno ostatnio o skazanym za molestowanie i rozpijanie 15-latki ks. Mirosławie Bużanie, którego chronił, a nawet awansował, abp Głódź. Na odsiecz propisowskiemu dostojnikowi i jego kumplowi spieszy tygodnik „Sieci” z wymowną okładką. Po lewej seksowna blondynka, ucharakteryzowana na panienkę lekkich obyczajów, z harmonią banknotów. Po prawej ks. Bużan, siwy, godny i smutny. Tytuł: „Wstrząsająca historia. Jak można WROBIĆ KSIĘDZA w pedofilię”. „Rzygaliście już dziś?” – pyta po tej lekturze Karolina Korwin-Piotrowska. Przypomnijmy, co się naprawdę stało: 15-letnią Olę, która przyszła do spowiedzi, ksiądz zwabił na plebanię, poił alkoholem i nachalnie obłapiał; wymiotującą nastolatkę znaleziono w lesie. Ksiądz zeznał, że za donos na niego zapłacił rodzicom Oli pewien biznesmen. Tę wersję miało potwierdzić nagranie, na którym dziewczyna wyznaje, że przed wizytą na plebanii piła piwo – tyle że Olę odegrała inna osoba. Trwa śledztwo w sprawie fabrykowania dowodów. Finansowane z pieniędzy ze SKOK „Sieci” braci Karnowskich przebiły dno i pukają od spodu.

Apostazja Dehnela
Pisarz Jacek Dehnel ogłosił w mediach społecznościowych, że „przez całe lata uważał apostazję za kompletnie zbędną”. Teraz jednak zdecydował się na ten krok. Skłania go do tego „rosnąca agresja Kościoła katolickiego wobec społeczności LGBT, publiczne wspieranie nacjonalizmu, zaangażowanie w politykę po stronie partii rządzącej, organizowanie propagandowych kampanii kłamstw i oszczerstw, przede wszystkim jednak obrzydliwy, powszechny i systemowy proceder ukrywania gwałtów i molestowania dzieci przez funkcjonariuszy Kościoła (w tym biskupów diecezji mojego chrztu i mojego zamieszkania, Głódzia i Nycza)”. Na końcu konkluduje: „Polecam”. W wojnie propagandowej katoprawicy i reszty świata większe znaczenie miałaby apostazja ojca gromadki dzieci. Dehnel jednak nie ukrywa, że jest gejem, więc łatwo będzie przypisać mu to, co innym gejom: złośliwe podgryzanie fundamentów rodziny, wiary i ojczyzny.

Wycofać koszulki?
Tomasz Sekielski firmuje sprzedaż koszulek z napisem „Tylko nie mów nikomu” w wersji damskiej i męskiej, po 35 zł sztuka. Zapewnia, że nie robi tego dla kasy: cena uwzględnia koszt projektu oraz obsługi zamówień i zwrotów. Komercjalizacja szlachetnej walki z pedofilią kleru wywołała mieszane uczucia i spotkała się z głosami krytyki. Jezuita o. Grzegorz Kramer, jeden z nielicznych porządnych księży, apeluje do Sekielskiego: „Panie Tomaszu, proszę wycofać te koszulki. Dla mnie – osobiście – ten krok mocno podważa wartość pana pracy”. A działający od wieków potężny kościelny przemysł eksploatacji „świętości” nie podważa przypadkiem wartości pracy ewangelizacyjnej kapłanów?

Artykuł pochodzi z numeru 22/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *