V kolumna

Dwa końce kija
Ziobro postawił na swoim. Kontrolowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny, czy raczej jego żałosna atrapa, na wniosek ministra sprawiedliwości orzekł, że uznany przez sądy wszystkich instancji za winnego łódzki drukarz, który odmówił wydrukowania materiałów fundacji LGBT, był „w prawie”. Bo przepis kodeksu wykroczeń, zakazujący dyskryminacji w dostępie do usług, jest… niekonstytucyjny. Mimo że konstytucja RP mówi wyraźnie: „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny” (art. 32 ust. 2). Orzeczenie dublera Muszyńskiego i jego kolesi otwiera drogę do dzielenia klientów na lepszy i gorszy sort. Restaurator nie wpuści do knajpy Cyganów, hotelarz nie wynajmie pokoju parze gejów, aptekarz nie sprzeda „niekatolickich” środków antykoncepcyjnych itd. Jeśli jednak ktoś nie obsłuży pisowca, bo brzydzi się PiS, natychmiast rozlegnie się wrzask o niedopuszczalnej dyskryminacji.

Bliżej mamy
Cała Polska już wie, że ks. Tymoteusz Szydło, chluba byłej premier, po dwóch latach kariery wikarego w Buczkowicach (woj. śląskie), został przeniesiony do parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu. Media są pełne zachwytów, że jako wikary zachowywał się… normalnie, a o polityce w ogóle nie wspominał. Tylko portal naTemat.pl wytropił, jak wyglądała kolęda w Buczkowicach: mieszkańcy brali w pracy wolne, żeby ugościć młodego księdza. Syna premierzycy wspierał przyjaciel, też wikary – „dusza człowiek”, „wulkan w parafii”. Kiedy go przeniesiono do innej miejscowości, na mszy pożegnalnej wzruszony ks. Tymoteusz dziękował, że kolega pomógł mu się odnaleźć, że bardzo wiele się od niego nauczył. Ale takie są losy księży – ledwo się chłopcy zaprzyjaźnią, a już kuria ich rozdziela. Dobrze przynajmniej, że Tymek wraca w rodzinne strony: według Google Maps, z jego nowej placówki jest 10 minut do domu Szydłów w Przecieszynie. Choć i z Buczkowic nie miał daleko – 40 km. Jak miło ze strony biskupa bielsko-żywieckiego, że dba o komfort rodziny pani Beaty.

Tylko dla dziewczynek
Czy kogoś może oburzyć chłopiec sypiący kwiatki podczas procesji Bożego Ciała? Ależ tak. Oburzył się ks. Daniel Wachowiak, przeniesiony z Poznania w zacisze Puszczy Noteckiej, obecnie proboszcz parafii NMP Wniebowziętej w Piłce, samozwańczy stróż kościelnej ortodoksji. Na Twitterze napiętnował incydent w jednej z poznańskich parafii: mały chłopczyk sypał kwiatki z koszyczka. „I fajnie. Komuś to przeszkadza?” – zapytała prawicowa blogerka Kataryna. „Tak. W Kościele role płciowe mają być różne, a nie ujednolicone. Kościół to nie poligon doświadczalny dla lewicy” – odciął się Krzysztof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego. W dyskusji na ten temat wyszło na jaw, że w wielu parafiach w Polsce kwiatki na Boże Ciało sypią solidarnie chłopcy i dziewczynki. Gender jak nic, i to w sercu Kościoła!

Kto ma płacić
Gdybyśmy byli wierzący, poważnie byśmy się zastanowili, co dał nam do zrozumienia Bóg, dopuszczając do pożaru XIX-wiecznego kościoła pw. św. św. Piotra i Pawła w Lutolu Suchym (woj. lubuskie), akurat w dniu święta Bożego Ciała. Mniejsza jednak o zamiary Pana B., jak zwykle niezbadane. Zawaliła się część dachu, zniszczeniu uległa zabytkowa wieża. Biskup diecezji lubuskiej Tadeusz Lityński ogłosił zbiórkę na odbudowę świątyni. To typowa reakcja kleru w takich sytuacjach. Nietypowa jest jednak reakcja owieczek: w publicznych portalach i mediach społecznościowych rozpętała się burza. „Na ubezpieczenie szkoda było kasy, lepiej kupić nowy samochód dla proboszcza”, „Zwróćcie się do Rydzyka, niech odbuduje”, „Po co naprawiać, za kilka lat i tak kościoły będą puste i trzeba będzie coś z tymi ruinami zrobić” – to tylko niektóre z komentarzy. Była też konkretna propozycja: „Jaki problem sprzedać jedną z kilkudziesięciu tysięcy nieruchomości podarowanych przez państwo?”. Ten wątek rozwinęli inni internauci, przypominając, ile działek łyknęli czarni w Krakowie czy Poznaniu. Zbiórka na jeden wiejski kościół, a straty wizerunkowe ogromne.

Suplikacje za waginę
„Wszyscy widzimy, że w ostatnich tygodniach mają miejsce profanacje i świętokradztwa. To obraża przede wszystkim Pana Boga i ludzi, dlatego księża biskupi postanowili, aby w kościołach i kaplicach naszej ojczyzny na zakończenie mszy świętej była specjalna suplikacja jako wynagrodzenie Panu Bogu” – ogłosił w Radiu Maryja rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik. Grzechy, za które trzeba przepraszać, to happeningi na marszach równości – tęczowa msza w Warszawie, baner z waginą w Gdańsku, który nie wiedzieć czemu skojarzył się katolom z monstrancją, a także dzieło Elżbiety Podleśnej, Matka Boska w tęczowej aureoli. Komentatorzy polityczni twierdzą, że po szoku, jakim był film „Tylko nie mów nikomu”, Kościół przechodzi do kontrofensywy, udaje obiekt prześladowań. Nas zaciekawiło co innego – jak biskupi wyobrażają sobie wszechmogącego Stwórcę. Siedzi na tronie i kontroluje podwładnych, nagle widzi obrazek waginy na kiju… Oj, pogniewałem się na was! Musicie mnie przebłagać, bo inaczej ześlę plagi!… Ludwik Feuerbach napisał, że ludzie stworzyli Boga na własne podobieństwo.

Na tropie przestępcy
Gdańsk. W połowie maja przed siedzibą Flaszki Głódzia wyświetlono film „Tylko nie mów nikomu”. Nie było łatwo – pisowska policja próbowała wylegitymować organizatorów akcji, ponad godzinę działacze Wiosny „z powodów technicznych” nie mogli rozpocząć emisji filmu. Teraz policja przesłuchuje świadków i docieka, kto powiesił na płocie rezydencji Głódzia białe prześcieradło, na którym wyświetlono dokument braci Sekielskich. Beata Maciejewska, ówczesna jedynka Wiosny w eurowyborach, przez megafon nawoływała arcybiskupa, by wyszedł z rezydencji i obejrzał film. Do którego, jak pamiętamy, nastawił się jak do pies do jeża: „Nie oglądam byle czego”. Maciejewską właśnie przesłuchano. Jest świadkiem w sprawie z art. 63a kodeksu wykroczeń („Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek…”.). Nie ma tam ani słowa o filmie i prześcieradle, ale pisowska władza traktuje ten przepis jak gumę do majtek – rozciąga do granic możliwości.

Wielgus: przedawnienie
Paulina Piechna-Więckiewicz z Wiosny zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Stanisława Wielgusa: wielebny długo ukrywał przed organami ścigania ekscesy seksualne księży diecezji płockiej, którą kierował w latach 1999¬2006. Chodzi o aferę w płockim Wyższym Seminarium Duchownym – molestowanie ministrantów i kleryków w wieku od 15 do 18 lat. I oto mamy decyzję Prokuratury Rejonowej w Płocku: odmowę wszczęcia postępowania z uwagi na przedawnienie, a ponieważ Piechna-Więckiewicz nie jest pokrzywdzoną w sprawie, nie przysługuje jej zażalenie. Nie przestają nas zdumiewać paradoksy polskiego prawa. Nie przedawniają się zbrodnie komunistyczne, do których zaliczono np. posadzenie przesłuchiwanego na niewygodnym stołku lub użycie wobec niego obelżywych słów, za to gwałcenie dzieci przez facetów w sutannach przedawnia się jak każde zwykłe przestępstwo. Nawet jeśli ofiara potrzebuje wielu lat, żeby uporać się z traumą i opowiedzieć o tym, co ją spotkało.

Artykuł pochodzi z numeru 26/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *