Wampiry polskie – Kaczyński i biskupi

Rozmowa z prof. Zbigniewem Mikołejką, filozofem i historykiem religii.

Czy Kaczyński idzie za tą myślą Marksa, dekretując sojusz państwa i Kościoła?

Tak uważam. Kaczyński, wychowany na wulgarnym, siermiężnym marksizmie lat 60., uznał, że do swoich celów może użyć religii jako opium. Uczynił to na zimno, cynicznie, bo myślę, że nie jest człowiekiem wierzącym, ale zdał sobie sprawę, że trzeba ludzi zaczarować czy otumanić. Użył do tego, z wprawą starego, cynicznego „aparatczyka”, odmiany słynnej niemieckiej triady: Kinder, Küche und Kirche (dzieci, kuchnia i kościół – przyp. red.), czyli trzech swoich „k”: kłamstwo, kościół, kasa. Weźmy więc Kościół katolicki, który się do budzenia tego gniewu świetnie strukturalnie nadaje. Przecież tacy organizatorzy nienawiści, jak biskupi Jędraszewski, Mering czy Depo mają się doskonale, a nienawiść krzewią wszem i wobec, nieustannie wskazując wroga, jakąś „zarazę”. Na tym tle właśnie dokonuje się ścisła współpraca PiS z Kościołem: można by nawet sparafrazować znane hasło minionego systemu: „Mówimy Kościół, a myślimy Partia, mówimy Partia, a myślimy Kościół”. Polską mentalnością rządzą też, współgrając ze sobą, dwa inne jeszcze zasobniki wzorców i języka wyrazu: skarlały, szczątkowy, zdeformowany katechizm katolicki i tandeta popkulturowa. Najpierw więc mieliśmy tu tandetę „ducha”, a potem tandetne „ciało”, rodem z prasy kolorowej…
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński
Więcej efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 44/2019 tygodnika Fakty i Mity