TVP leczy raka, a polski rząd jest światowym liderem w walce z koronawirusem. Wiecie czego wśród tych bzdur brakuje? Informacji, że epidemia mija dzięki Kościołowi.

Nie chodzi tu o szczególną opiekę, jaką Polacy cieszą się ze strony swojego króla – Chrystusa i Jego rodzicielki (zawsze dziewicy!), przy okazji również królowej Polaków. Nie chodzi o wstawiennictwo świętego JP2, ani o liczne szpitalne relikwie. Nie chodzi nawet o święte miejsca i źródła na terenie Najjaśniejszej. Żeby kłamstwo zadziałało, musi mieć w sobie choć cząsteczkę prawdy, którą z czasem można obudować fałszem i upstrzyć obłudą. Taki prawdziwy fragmencik, taki wręcz dotykalny. Prędzej czy później znajdzie się taki, a wtedy… A wtedy nie będzie jeszcze nic. Ale z biegiem lat, kiedy na łono Abrahama odejdą świadkowie dzisiejszych wydarzeń i kiedy pamięć tych pozostałych zacznie słabnąć, wtedy dziatwa zacznie się uczyć o wydarzeniach, które z historią nie będą miały nic wspólnego, ale wpiszą się kościelną politykę historyczną. I tak za 60 lat jakieś pacholę otworzy jakiś nieznany nam dziś publikator i po wywołaniu daty: „marzec 2020 r.” usłyszy anielski głos:

„Dawno, dawno temu, w roku Pańskim 2020, kapłani naszego Pana modłami, ascezą i pokutą wyprosili łaskę Pańską. Dobry Bóg postanowił ukarać ludzkość za skąpstwo i lewicowość, zsyłając na nią plagę chińskiego wirusa. Kiedy modły kapłanów zostały wysłuchane, Stwórca dał ludziom jeszcze jedną szansą głosząc: Wsłuchałem się w głosy wasze i serce me przepełnił ból za istoty niewinne, które umierają za grzechy swych rodzicieli. Dam wam ludzie ostatnią szansę, albowiem nie ma złości w sercu moim, bo cały jestem miłością. Nakazuję wam zawierzyć moim ziemskim sługom i być im posłusznym, to bowiem co mówią i czynią, pochodzi ode mnie. Słowa Pana usłyszeli pastuszkowie pasący gęsi pod Bełchatowem i nikt nie śmiał ich podważyć, byli oni bowiem synami miejscowego proboszcza.

Gdy za sprawą woli Pana wirus przestał się szerzyć, ludzie zaś dalej umierali osłabieni chorobami, sprawy wzięli w swe dłonie kapłani. Zaczęło się od internetowej dyskusji tajnej grupy księży, wiedzieć bowiem musicie, że w ciemnych czasach owych miłość duchownych okazywana wiernym nazywana była pedofilią. Duchowni kryli się więc z nią niczym pierwsi chrześcijanie przed Żydami i Rzymianami. Jeden ze sług rzucił pomysł: A może oszczędzać w te dni dzieci do 10. roku życia? Pomysł nie spodobał się innym uczestnikom dyskusji. Jeden z nich w gniewie (wybacz mu, Panie!) napisał nawet: Co jeszcze, ty cioto? Nie masz potrzeb, to zamilcz lepiej! Może jeszcze do chorych mamy wychodzić? I w tym miejscu odezwał się forumowicz skrywający swe kapłaństwo pod pseudonimem Św.Kochaś: Bracia! A może to jest myśl? Co nam grozi, skoro za sprawą modłów naszych wirus nie zabija? Może warto zaryzykować? Poparli go inni uczestnicy dyskusji, wiedzieli bowiem, że pod tym świętym pseudonimem kryje się wpływowy biskup, ojciec wiernych diecezji wieluńskiej.

Wkrótce spotkali się inni ojcowie kościoła Najjaśniejszej i za sprawą Ducha, który objawił się im po wezwaniu Św.Kochasia, nakazali innym księżom wyjść w lud i czynem udowadniać wierność i oddanie słowom Pana. Okres ten w historii naszego kościoła nosi nazwę Świętej Posługi Wirusowej, a świętujemy go 5 maja w dniu imienin błogosławionego Stanisława, kryjącego się przed laty właśnie pod pseudonimem Św.Kochaś. Tego dnia świątynie zamknięte są dla wiernych, a księża z pomocą ministrantów dają dowody swej miłości do ludzi.

Już 27 marca 2020 r. wszystkie zamknięte do tej pory wrota naszych wspólnot otworzyły się dla potrzebujących. Na dworce autobusowe i kolejowe ruszyły tysiące kleryków. Wyłapywali bezdomnych, by przyprowadzić ich do pałaców biskupich. Tam byli myci, goleni, ubierani w czyste szaty, leczeni z ran często wieloletniej bezdomności. Po nakarmieniu do syta układano ich w wygodnych łożach z atłasową pościelą, by odzyskiwali siły. Każdy z nich mógł tam przebywać, jak długo zechciał. Inne grupy, ministrantów z organistami, penetrowały kanały, pustostany, altanki działkowe, jamy pod mostami, leśne szałasy – wszystko po to, by zabierać stamtąd bezdomnych i lokować ich w pałacach ojców Kościoła bądź kapiących bogactwem plebaniach najzamożniejszych sług Pana.

Ojcowie z Najjaśniejszej Góry otworzyli swe skarbce i złotem, klejnotami, srebrem w sztabach i precjozami obdarowywali drobnych przedsiębiorców. Setki domów zakonnych zapełniło się chorymi. Korzystali z czułości mnichów i mniszek, które na czas niesienia pomocy potrzebującym otrzymały zwolnienie od ślubów czystości.

Z czasem coraz trudniej było znaleźć potrzebujących. Wpływowy ksiądz z Torunia postanowił rozdać bezdomnym swoje samochody, ale miał z tym problem, bo w całym kraju w tydzień zniknęła bezdomność. Wzywał więc na antenie lokalnego radia, by zgłaszali się po jego limuzyny wszyscy potrzebujący – nie tylko bezdomni. Zaprzyjaźniona z nim telewizja bez przerwy podawała na paskach numer telefonu, na który słać należało SMS-y z numerami bankowymi kont wszystkich potrzebujących wsparcia finansowego.

Szkolni katecheci zgłaszali się do pracy w zakładach oczyszczania miasta. Kapelani szpitalni pomagali salowym w doglądaniu chorych, myli ich nocniki i kaczki, a każdemu pacjentowi dyskretnie wsuwali do kieszeni pidżamy lub szlafroka po 100 – 200 zł. Na skrzyżowaniach głównych ulic miast i miasteczek stali księża, zakonnicy, zakonnice i częstowali wszystkich spotkanych rarytasami ich kuchni: gorącym bulionem podawanym w eleganckich kubkach, pieczoną dziczyzną serwowaną z dużą ilością gotowanych na parze warzyw, słodyczami przyrządzanymi według starych klasztornych receptur.

Specjalną sławę zdobył ojciec zwany Flaszką. To z jego oszczędności sfinansowano zakup i wypuszczenie w Polskę ponad 300 (po jednej na powiat) ogromnych cystern wypełnionych smakowitymi zdrowotnymi nalewkami, które trzymał dla siebie, ale którymi w czasie próby postanowił podzielić się z bliźnimi.

I tak kolejna epidemia, która nawiedziła ziemie Najjaśniejszej, została zażegnana dzięki modłom kapłanów i ich hojnej ofierze. Pamiętajmy więc i dziś słowa Pana wysłuchane przez pastuszków spod Bełchatowa: Nakazuję wam zawierzyć moim ziemskim sługom i być im posłusznym, to bowiem co mówią i czynią, pochodzi ode mnie”.

Tyle o tej dzisiejszej dobroci kapłanów Pana będą mogły się dowiedzieć przyszłe pokolenia. Ale przecież i Wy obserwujecie rzeczywistość. Coś pominąłem? Jeśli tak – przepraszam. Tyle tej dobroci wokół, że zaczynam się w niej gubić…

Facebook Comments
Poprzedni artykułCzy zniknie największy azyl dla koni w Europie? 500 koni na krawędzi!
Następny artykułCzas zarazy: POLAK POTRAFI
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).