Biskup Mokrzycki robi z Polakami na Ukrainie co chce. Zamyka im świątynię, zabrania wstępu na plebanię, odbiera duszpasterza. Jakby tego było mało, tuż przed Bożym Narodzeniem nałożył na wiernych interdykt.

Kłótnia parafian z księdzem Michałem Bajcarem o plebanię i kościół pw. Wszystkich Świętych w Strzałkowicach niedaleko Sambora na Ukrainie była tematem naszego artykułu sprzed kilku tygodni („FiM” 37 i 50/2018). Głównym podłożem karczemnego sporu w parafii w Strzałkowicach stało się kilka metrów kwadratowych salki parafialnej wydzielonej na plebanii, do której dostępu zabraniał parafianom proboszcz Bajcar. W reakcji na taką postawę duchownego parafianie wymienili zamki w drzwiach do ich salki. Drugim równie ważkim powodem było to, w jaki sposób proboszcz traktował parafian. Wielokrotnie nazywał ich „jałowymi krowami w ławkach”, „niepełnosprawną parafią z jednym okiem”, „śmieciami do wygarnięcia buldożerem” czy „starymi koślawymi babami”. Zdarzało mu się wyprosić z kościoła płaczące dziecko czy zabronić śpiewania pieśni w trakcie nabożeństwa. Odmówił też udzielenia komunii obłożnie chorej osobie niepełnosprawnej. Parafian przerażał fakt, że ich proboszcz potrafił straszyć ich tym, że „wyklnie wszystkich wraz z rodzinami do czwartego pokolenia” i że „jeszcze nie zaczął, ale zrobi z nimi porządek”.

Interdykt za zamek

5 sierpnia ubiegłego roku ks. Andrzej Kurek, dziekan samborski, ogłosił strzałkowickim parafianom decyzję abp. lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego – zamknięcie parafii.
Od początku w argumentacji dotyczącej tej decyzji władze kościelne nie brały pod uwagę powodów, jakimi kierowali się w swoich działaniach zrozpaczeni wierni. To im przypisały winę za rozpad wspólnoty i nakazały przywrócenie drzwi plebanii do stanu sprzed wymiany zamka. Zamknięcie świątyni nie złamało mieszkańców Strzałkowic; nie ukorzyli się przed majestatem bp. Mokrzyckiego, dostosowując się do jego nakazów. W konsekwencji ich „krnąbrność” została ukarana jeszcze dotkliwiej.
– W przeddzień Bożego Narodzenia pięciu mężczyzn z naszej parafii otrzymało pod choinkę „prezenty” od abp. Mieczysława Mokrzyckiego – relacjonują w rozmowie z „FiM” parafianie. – Biskup nas wyklął i zabronił uczestniczyć w eucharystii – dodają zasmuceni.
Faktycznie, w listach, jakie tradycyjną pocztą zostały dostarczone „wybrańcom”, czytamy: „Z przykrością stwierdzam, że mimo otrzymanego upomnienia kanonicznego nie wykonał Pan nakazu naprawienia szkody na plebanii w Strzałkowicah. Wobec tego, zobowiązany do starania o jedność Kościoła i czuwania, by do dyscypliny kościelnej nie wkradły się nadużycia (kan. 392 Kodeksu Prawa Kanonicznego), stosownie do kanonów 1373 i 1375 z dniem dzisiejszym wymierzam Panu karę interdyktu. Zabrania ona przyjmowania sakramentów, a także jakiegokolwiek udziału posługiwania w sprawowaniu Ofiary Eucharystycznej lub w jakichkolwiek innych obrzędach kultu (kan. 1331 p. 1, 1.0 i 2.0 i p. 2, 1.0). Wciąż żywię nadzieję, że przemyśli Pan na nowo swoje postępowanie. Duch Święty pomoże Panu podjąć właściwe decyzje. Niech Pan będzie pomny na wezwanie: Nie zatwardzajcie serc waszych (ps 95, 8)”.

Parafianie wyklęci

Mieszkańcy, którzy otrzymali decyzję biskupa Mokrzyckiego, zachodzą w głowę, za co ta kara? Wśród ukaranych interdyktem są osoby, które najbardziej angażowały się w życie parafii.
– Mam 84 lata – mówi ukarany przez biskupa Mokrzyckiego Józef Gierczak. – Przez 12 lat byłem przewodniczącym komitetu parafialnego i głównym organizatorem renowacji kościoła oraz współorganizatorem budowy obecnego kościółka. Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na takie podsumowanie – dodaje rozgoryczony.
– Ja mam 53 lata – mówi Stanisław Wołoszyn. – Przez 18 lat piastowałem funkcję kościelnego w parafii. Podobnie jak reszta „wyklętych”, byłem organizatorem i wykonawcą remontu kościoła wewnątrz i z zewnątrz, a także budowy pomnika Jana Pawła II. Każdą wolną chwilę razem z rodziną poświęcałem kościołowi – podsumowuje.
– Ja mam 48 lat – opowiada swoją historię Walery Spelina. – „Prezent” dostałem zamiast żony, bo w czasie kiedy parafianie zrobili osobne wejście do salki w domu parafialnym, o które jest wojna, ja byłem za granicą na zarobkach. Po powrocie opowiedziałem się po stronie sąsiadów, czyli w obronie godności naszej, naszych dzieci i całej wspólnoty. Tak jak wszyscy też budowałem nasz kościół, a teraz mam zapłatę od biskupa – dodaje rozgoryczony.
– Mam 43 lata – opowiada Władysław Markiewicz. – Jako budowlaniec, fachowiec byłem na każde zawołanie księdza Michała Bajcara. Brałem udział we wszystkich pracach remontowych. Zapłatę dostałem za to, że nie pozwoliłem proboszczowi poniżać swoich dzieci. Ksiądz często z ambony ubliżał nam i naszym rodzinom i nie mogliśmy się na to godzić – dodaje.
– Skończyłem 57 lat – opowiada Józef Gierczak (syn cytowanego wyżej J. Gierczaka). – Byłem jednym z głównych z inicjatorów odzyskania od komunistów kościoła w Strzałkowicach, wykonawcą robót przy odnowieniu i remontach w kościele i domu parafialnym. Uważam się za dobrego katolika i parafianina – podsumowuje.
– Nie zrobiliśmy nic niezgodnego z prawem – twierdzą wspólnie interdyktowani wierni. – Dla nas sakrament eucharystii nie równa się z drzwiami do salki w domu parafialnym, w przeciwieństwie do księdza proboszcza Michała Bajcara, który przed Najświętszym Sakramentem przeklinał parafian i wyganiał z kościoła. Ksiądz do tej pory mieszka w Strzałkowicach i zajmuje się prowokacjami wobec nas, byłych już przecież parafian. Ponadto chcemy zauważyć, że w zamontowaniu spornych drzwi do salki brało udział ponad 10 osób, a ukarani zostaliśmy tylko my. Widocznie abp Mieczysław Mokrzycki otrzymuje nieprawdziwe informacje, ale też nie pokusił się, aby je sprawdzić i uwiarygodnić. Jesteśmy rozgoryczeni taką postawą biskupa Mokrzyckiego, który nie podjął z nami żadnej rozmowy. Nie wysłuchał nas i naszych argumentów, tylko bezrefleksyjnie podjął decyzję o ukaraniu i to jeszcze w okresie takich świąt – dodają mieszkańcy Strzałkowic.
Sytuacją w Strzałkowicach zainteresowała się za to Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), kontrolująca przestrzeganie praw człowieka na terenie Ukrainy.
– Sprawą zainteresowaliśmy się na podstawie doniesień medialnych – informuje „FiM” inspektor OBWE Altynai Myrzabekova. – Specjalna misja obserwacyjna OBWE (SMM) podjęła działania w tej sprawie 18 września 2018 r. Zgodnie ze swoim mandatem, SMM OBWE nie możemy interweniować w takich przypadkach, a jedynie gromadzimy informacje, które w formie raportu mogą stać się podstawą działania odpowiednich organów. W Strzałkowicach, w naszej ocenie, jest możliwość zagrożenia wolności wyznania przez ograniczenie dostępu do miejsca kultu – dodała inspektor OBWE.

Odrodzenie według arcybiskupa

Abp Mieczysław Mokrzycki jest drugim w historii powojennym łacińskim metropolitą lwowskim. Urząd pasterski objął po kard. Marianie Jaworskim, a w listopadzie tego roku obchodził 10-lesie posługi na Ukrainie. W 2016 r. obchodzono 25-lecie odnowienia struktur Kościoła łacińskiego na Ukrainie, w tym archidiecezji lwowskiej.
– Mój poprzednik kard. Marian Jaworski, kiedy tu przybył w 1991 r., zastał zaledwie 8 kapłanów i 12 czynnych kościołów. Obecnie w archidiecezji lwowskiej mamy około 250 tys. wiernych, 312 kościołów, 110 parafii i pracuje w nich 201 kapłanów diecezjalnych i zakonnych, w tym 50 z Polski – chwalił się Mokrzycki w ubiegłorocznym wywiadzie dla KAI.
Mokrzycki twierdzi, że „uczestniczy w procesie nieustannego odrodzenia KK na Ukrainie”, ale wśród części Polaków na Ukrainie jest oceniany jako osoba o skłonnościach antypolskich.
– Biskup nie walczy o polskość. On się od niej odcina – twierdzą w rozmowie z „FiM” wierni ze Lwowa. – To on zaprowadził w katedrze lwowskiej msze po ukraińsku. W jednych z pierwszych jego kazań po objęciu diecezji stwierdził, że Polacy mają „wyrzucić ze swoich dłoni kamienie i nie zabraniać Ukraińcom uczestniczyć w mszach”, chociaż nigdy nie było takiego konfliktu. W efekcie Ukraińcy momentalnie przestali rozumieć język polski i zażądali mszy po ukraińsku; no i ją dostali od biskupa. A teraz w wielu parafiach Polacy nie mają dostępu do mszy w języku polskim – dodają.
Nie przeszkadza to jednak biskupowi stać na straży stwierdzenia, że „KK na Ukrainie przeżywa wiosnę”. Szkoda tylko, że bez tych wyrzuconych, którzy od pokoleń są jego ostoją…

Facebook Comments