Gdyby pisiory miały więcej oleju w głowie, wyszłyby z przekazem, że za pandemię odpowiada Platforma Obywatelska. I to nie tylko w Polsce, ale globalnie, światowo!

Niby pisowcy próbowali iść w tym kierunku, obciążając PO za „tragiczny stan służby zdrowia”, ale tak jakoś słabo – bez przekonania, bez bigla („lata zaniedbań”, „Polska w ruinie”). Tak jakby bali się reguły, że „są granice kitu, który można ludziom wciskać”. Niesłusznie – rzeczywistość pokazuje, że zasada ta w Polsce nie obowiązuje. Gdyby powołali speckomisję do spraw ustalenia przyczyn powstania koronawirusa i na jej czele postawili np. Macierewicza – człowieka jak nikt doświadczonego w tworzeniu mitów i ujawnianiu nieistniejących spisków – sukces mieliby murowany! Mogliby też liczyć na wdzięczność tych, których posądza się o stworzenie wirusa – CIA, Billa Gatesa, chińskich biologów. Oczywiście można by także podpiąć pod to (jak zawsze) rosyjskie FSB, GRU, a nawet Gazprom – niech każdy wybiera, co by mu przypasowało.

Taka narracja byłaby też wygodna w czasie coraz częstszych ataków na rząd za nieudolną walkę z koronawirusem i za przekręty jej towarzyszące. Mogliby śmiało mówić, że zarzuty mają „charakter polityczny” i są „próbą ukrycia własnej winy”. Tocząc bój ze świrami na warunkach świrów, Trzaskowski miałby przerąbane.

PiS do perfekcji wręcz opanowało mechanizm unieszczęśliwiania ludzi za ich własne pieniądze i wmawiania im, że to co robi, robi dla nich z troski. Tak jest ze wszystkimi programami „+”, np. z trzynastymi emeryturami, czternastymi pensjami dla górników, kartą dużej rodziny i oczywiście pięcioma stówkami na dziecko. Cieszy się naród jak dziki, że państwo PiS daje mu coś, co przecież jest jego i powinien to dostać, bo mu się to należy, tylko w innej formie: niższych podatków, wyższej kwoty zwalniającej od obowiązku ich odprowadzania, lepszej opieki medycznej, lepszej edukacji, wyższych świadczeń emerytalnych i socjalnych itd. Rzecz w tym, że centralna dystrybucja środków na cel główny – lepsze życie, nie byłaby doceniana, bo beneficjenci (obywatele) traktowaliby je jak normę i domagali się lepszej jakości życia. Gdy jednak jego jakość jest gorsza, ale coś im do portfela spływa, mają wrażenie, że ktoś o nich dba. Głupie to i naiwne, ale jak na poziom polskiego społeczeństwa bardzo skuteczne.

Co dzieje się z nadwyżkami? Oczywiście nie wyparowują, bo w naturze nic nie ginie, co najwyżej zmienia swoją formę. W jej ramach może zmienić np. formę własności, czyli w praktyce – właściciela. Przykładów tego typu działań mamy zatrzęsienie. Skąd środki na budowę przez PiS dwóch wieżowców w centrum Warszawy? No, częściowo z kredytu, który miał pochodzić z włoskiego – do czasu PiS – banku. Został kupiony od Włochów za pieniądze państwowe, czyli nasze, obsadzony człowiekiem z nominacji PiS i już sprawa załatwiona. Mimo ujawnienia całej afery nikt za nią nie beknął.

„Wyparowało” gdzieś kilkanaście (według niektórych grubo ponad 20) miliardów złotych ze SKOK-ów. Jest to niewątpliwie największa afera finansowa w historii III RP. Nie stracił na tym nikt poza skarbem państwa, czyli nami. Ale nie czujemy tego; nie potrafimy czuć straty czegoś, czego nie mieliśmy. Podobno brak jest podstaw, by postawić zarzuty „ojcu” tej struktury; cieszy się zresztą immunitetem parlamentarnym, bo z poparcia PiS został senatorem.

Po wolności biega były prezes Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), który wręcz został nagrany na tym, jak domagał się za swoją „życzliwość” dla jednego z najbogatszych Polaków bodajże 40 mln zł. Cieszą się wolnością i on, i jego polityczny promotor Adam Glapiński – prezes NBP. Przy okazji krótkiego szumu wokół niego, głośno zrobiło się o wynagrodzeniach jego dwóch blond asystentek. Panie zarabiały co miesiąc fortunki, ale nikogo to personalnie nie dotknęło, bo personalnie przecież nikt z nas nie odczuł straty tych pieniędzy. I były prezes KNF, i aktualny prezes NBP oraz jego współpracowniczki mają się doskonale.

Nikt nie rozliczył Antoniego Macierewicza i jego „najbliższego”, czyli Bartłomieja Misiewicza za czystki w armii i faktyczną rozwałkę polskiego przemysłu zbrojeniowego. Obaj mają się dobrze: jeden pręży muskuły w polityce, drugi w biznesie. A my o tym zapominamy, bo przecież zapaść całej gałęzi przemysłu nie jest personalnie naszą stratą.

Ciągle nic nie wiemy o skali zachorowań spowodowanych w Polsce koronawirusem. 25 maja czytałem, że czekamy na „szczyt”; 26, że mamy go już za sobą. Minister zdrowia Łukasz Szumowski w kółko gada o koronawirusowych bzdetach, byleby tylko nie mówić o dziesiątkach milionów złotych, jakie trafiły do spółek zarządzanych przez jego rodzinę w ramach zakupów interwencyjnych. Nie poczuliśmy straty tych pieniędzy, bo fizycznie nie mieliśmy ich w rączkach. Złe wrażenie spowodowane wątpliwą uczciwością tych transferów przysłania się drobnymi radostkami, np. zgodą na to, żeby Polacy poszli do fryzjera… I kupujemy to, dzięki czemu i Ł. Szumowski, i jego żona, i jego brat mają się doskonale i cieszą wolnością.

Aby mechanizm działał płynnie, musi mieć zagwarantowaną ochronę prawną. Zapewniają ją policja i służby specjalne dowodzone przez Mariusza Kamińskiego, człowieka, który uniknął pobytu w więzieniu za przekroczenie kompetencji tylko dlatego, że ułaskawił go prezydent RP; nie czekając zresztą na prawomocny wyrok sądu w jego sprawie.

Większej krzywdy rządzącym nie zrobi też Najwyższa Izba Kontroli (NIK), na czele której stanął, z nominacji PiS, człowiek uważany za symbol obciachu i krętactwa. Owszem – poszturcha kolegów, ale z wyczuciem. A i im przestało jakoś zależeć, żeby go wymienić. Kręcą się więc jakieś dziwne interesy, o których nawet nie wiemy i nie odczuwamy dyskomfortu – bo nie wiemy.

Mamy upolitycznioną prokuraturę i upolitycznione sądownictwo. Upolitycznione już na poziomie Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego. Prokuratorzy i sędziowie kręcą polityczne lody też za nasze pieniądze, ale nie boli nas to jakoś, bo fizycznie nikt ich nam nie wyciągnął z kieszeni.

O nasze dobre samopoczucie dbają państwowe media: TVP (30 kanałów), Polskie Radio (20 stacji) i Polska Agencja Prasowa – główny dostarczyciel informacji w kraju. „Dbają” jątrząc i manipulując też za nasze pieniądze, ale znowu nie reagujemy na to inaczej niż tylko grymasem. Bo nie czujemy straty miliardów, które finansują to wszystko z naszych pieniędzy. Przecież nigdy ich nie widzieliśmy.

Oczywiście nie bez znaczenia jest tu „wsparcie ideologiczne” największego z działających w Polsce szkodników – Kościoła katolickiego. Nie reagujemy, gdy słyszymy, że struktura ta wysysa corocznie około 20 mld zł z naszych kieszeni, a co najwyżej wkurzamy się, gdy przegnie jakiś proboszcz z wysokością opłat za pochówek, komunię czy za coś tam innego.

Jako społeczeństwo jesteśmy głupi i naiwni. Dlaczego więc nie mielibyśmy uwierzyć, że koronawirus z Wuhanu został wyhodowany w tajnych laboratoriach Platformy na polecenie Tuska, Schetyny i Trzaskowskiego? Wszystko przed nami.

Facebook Comments
Poprzedni artykułProwincjałki (14)
Następny artykułfakty (15)
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).