Gdyby zapomnieć, że jest się w Ośrodku Salezjańskim, można by nawet dobrze się bawić.

Do sali w Ośrodku Salezjańskim przy ul. Wodnej w Łodzi (22 lutego) weszłam pierwsza. Przez dłuższą chwilę byłam sama. Zanim zaczęłam się bać, że pozostanę jedynym słuchaczem, dokładnie obejrzałam rozwieszone portrety arcybiskupów, krzyże i święte obrazy. Przejrzałam specjalnie przygotowaną na tę okazję „Gazetę Polską” i wymyśliłam wymówkę, by nie podpisywać listy poparcia dla Andrzeja Dudy.
Zaczęli się schodzić inni słuchacze. Było ich około trzydziestu. Średnia wieku – 70 lat. Gwiazdą spotkania zorganizowanego przez łódzki Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego był Grzegorz Górny, publicysta mediów prawicowych: tygodnika „Sieci” i portalu wPolityce.pl.

Wykład nt. „Mentalna kolonizacja Kościoła” rozpoczął od pytań: „W jakiej cywilizacji obecnie żyjemy? Cywilizacji śmierci czy życia?”.

Rzeczywistość zewnętrzna

Szybko okazało się, że jednak w cywilizacji śmierci, bo: aborcja, małżeństwa homoseksualne i eutanazja (w jednym pakiecie). A wszystko przez to, że katolicy myślą o sobie i swojej wierze w kategoriach obcych chrześcijaństwu.

– Widać to w przenoszeniu pojęć politycznych i socjologicznych na rzeczywistość Kościoła. Dziś mówi się o „skrzydle konserwatywnym” czy „frakcji liberalnej” w Kościele, a gdy przeciętny katolik słyszy, iż Kościół coś musi zrobić, to automatycznie włącza mu się myśl: to hierarchowie coś muszą zrobić. A powinien przyjmować takie wezwania także do siebie. W tej perspektywie traktuje się Kościół jako rzeczywistość zewnętrzną wobec siebie, a nie coś, w co sam jest zaangażowany i w czym funkcjonuje – głosił Górny.

Przekonywał też, że dzisiejsi chrześcijanie reprezentują postawę ludów skolonizowanych i „aspirują do tej wyższej cywilizacji”, czyli tej, która ich podbiła. Nie mogąc opuścić zajmowanego terytorium, starają się do niej upodobnić. Tak katolicy stają się płynni, rozmiękczeni w swojej wierze. Przypominają żabę, która wrzucona nagle do gorącej wody od razu z niej wyskoczy, a żaba wrzucona do ciepłej, stopniowo podgrzewanej, nie zauważy różnicy, aż w końcu się ugotuje. I to właśnie robią zachodnie cywilizacje z katolikami. Przyzwyczajają do aborcji, mówiąc o niej nie jak o zabiciu dziecka, tylko o usunięciu płodu…

– Proszę zauważyć, że jeszcze nie tak dawno Oscar Wilde został w Anglii skazany za „sodomię”. Później zostało to nazwane pederastią. Z czasem pojęcie nabrało charakteru negatywnego i szybko zamieniono je na „homoseksualista” lub „gej”, czyli taki wesołek, ktoś, kto wywołuje pozytywne emocje. Na tym przykładzie widać, jak zmienia się potencjał uczuciowy i jak przestawia się społeczeństwo – mówił prowadzący.

Nie wspominał jednak o rozwoju nauki, dzięki której od jakiegoś czasu nie palimy ludzi na stosie ani ich nie kamienujemy.

Podbój bez wojny

Górny odczytał fragmenty książki jakiegoś rosyjskiego pułkownika „Problemy psychologii wojskowej”, przekonując, że jesteśmy świadkami wojny hybrydowej, prowadzonej przez uciśniony Kościół i antykościół, który ma ogromne środki i taką samą determinację:
„Żeby wróg zaczął działać przeciwko własnym interesom, trzeba działać jak wirus, który na zewnątrz pozostawia komórkę taką samą, ale w środku całkowicie ją zmienia, kieruje nią… Musi tak wtopić się w społeczeństwo, żeby być nie do odróżnienia (…), wysłać idiotów, by rządzili, osadzić swoich ludzi w ośrodkach władzy (…), wprowadzić społeczeństwo w stan niestałości” – czytał redaktor.

Później prowadzący odwołał się do zasady wielkiego kłamstwa Goebbelsa: „jeśli kłamać, to ordynarnie”, bo nikomu nie przyjdzie do głowy, że może być tak bezczelnie okłamywany. Ledwo powstrzymałam się, żeby nie bić brawa.

– Trzeba szybko znaleźć wroga (…), powtarzać tysiąc razy to samo kłamstwo, dać poczucie przynależności do określonej wspólnoty, bo na tym można budować poczucie wyższości nad innymi, na podstawie faktów stworzyć mit, jak np. zmiany klimatu. I tu już przestałam się dobrze bawić. Nie wytrzymałam i rzuciłam „krzycząc szeptem” (każdy rodzic to potrafi): – Imbecyl! Ksiądz, który siedział obok mnie, nawet nie spojrzał. Był zbyt zajęty swoim telefonem, a Górny kontynuował:
– Brak społeczeństwa obywatelskiego sprzyja narzucaniu władzy na płaszczyźnie kulturowej. Przejmowanie uniwersytetów, redakcji, nasycanie treści telewizyjnych – referował.

Nie mogąc dłużej się oszukiwać, że nie mówi o Kościele i o PiS, zaczęłam myśleć o podróży służbowej, o tym, że muszę zadzwonić do babci, zrobić manicure… Kiedy się ocknęłam, usłyszałam:

– W Polsce toczymy bój o wyższą stawkę niż w krajach zachodnich. U nas wspólnotę chrześcijańską będzie tworzył cały naród! Tylko trzeba zacząć od tego, by uświadomić sobie, że jesteśmy na wojnie, gdzie nie ma linii frontu, gdzie wróg wygląda tak jak my. Musimy uświadomić sobie, gdzie jest nasza największa moc!

Sądząc po tym, co usłyszałam, moc ludzi „dobrej zmiany” na pewno nie tkwi w potędze umysłu, ale w jego braku.

Tekst pochodzi z numeru 9/2020 tygodnika „Fakty i Mity”

Facebook Comments
Poprzedni artykułStrategia rządzących wobec górnictwa
Następny artykułUmierać z godnością
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).