Bardzo chcemy, by pandemia COVID-19 definitywnie się zakończyła. Niestety, nie tak szybko. Choroba powróciła w chińskim Wuhanie, gdzie wszystko się rozpoczęło.

Słowenia jako pierwszy kraj w Europie chwaliła się, że przezwyciężyła epidemię wywołaną koronawirusem, który od kilku miesięcy elektryzuje wszystkich. Triumfalnie ogłosił to premier Janez Janša, populistyczny prawicowiec, ideowo bliski Viktorowi Orbánowi (objął urząd na początku marca, po rezygnacji centrolewicowego premiera Marjana Szareca, stojącego na czele rządu mniejszościowego). Faktem jest, że w ciągu ostatnich tygodni odnotowywano pojedyncze przypadki zachorowań, a liczba hospitalizowanych pacjentów spadła do 30.

Stanowisko to oznacza m.in., że obywatele UE mogą do Słowenii przyjeżdżać bez konieczności poddawania się kwarantannie. Wciąż jednak obowiązuje nakaz chodzenia w maseczkach i zakaz zgromadzeń.

Z takimi deklaracjami warto jednak być ostrożnym. W mieście Wuhan, w którym na przełomie roku rozpoczęła się ogólnoświatowa epidemia, wciąż pojawiają się nowe przypadki zakażeń. Co prawda nie są liczne, kilka – kilkanaście dziennie, ale w obawie przed wybuchem drugiej fali zachorowań, władze miasta podjęły bezprecedensową decyzję o badaniu przesiewowym wszystkich, 11 milionów, jego mieszkańców. To prawie jedna trzecia populacji Polski! Nowe przypadki w Wuhanie pojawiły się w ubiegłym tygodniu i były to pierwsze zakażenia od czasu ogłoszenia zwycięstwa nad koronawirusem 8 kwietnia.

Po pierwotnych pochwałach dla strategii zwalczania epidemii na Tajwanie, w Singapurze czy Korei Południowej, zaczyna dominować pogląd, że najlepiej z tej trudnej sytuacji wychodzą jednak Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi przyjęli koreański model reakcji, bazujący na szerokim testowaniu, a następnie systematycznym i skutecznym odtwarzaniu łańcuchów osób potencjalnie zakażonych. Testów przeprowadzono grubo powyżej 2 milionów. Pozwala na to rozbudowana sieć 200 laboratoriów i wczesne opracowanie – jeszcze zanim patogen pojawił się na terytorium Republiki Federalnej – własnych testów. Kluczowe było to, że ta szeroko zakrojona akcja rozpoczęła się natychmiast po przedostaniu się wirusa do Niemiec.

Między Renem a Odrą nie przedsięwzięto rzeczy, których nie robiliby inni – ale wykonano je znacznie lepiej. W konsekwencji, choć Niemcy należą do piątki krajów z największą zdiagnozowaną liczbą zachorowań, współczynnik śmiertelności jest tu jeden z najniższych na świecie – 3,4 proc.

Facebook Comments