Od kiedy COVID-19, jak ostatecznie nazwano koronawirusa z dalekiej chińskiej prowincji Hubei, zaczął szybko rozprzestrzeniać się w północnych Włoszech, przestał być abstrakcją z końca świata. Jest tuż za progiem.

W praktycznie nieposiadającej wewnętrznych granic UE jego migracja może być błyskawiczna. Historia zdobywania terytorium przez ten drobnoustrój jako żywo przypomina scenariusz filmu katastroficznego: wybuch epidemii w wielomilionowym mieście, budowa wokół niego szczelnego kordonu sanitarnego, budowa prowizorycznych szpitali z tysiącami łóżek, wyścig z czasem naukowców na całym globie identyfikujących genom wirusa i szukających skutecznej szczepionki oraz lekarstwa, pojedyncza osoba niewyłapana na lotnisku przez służby sanitarne i rozwleczenie zarazka po wszystkich kontynentach. Mikrob zdziesiątkował pasażerów wycieczkowca „Diamond Princess” uwięzionego w porcie w Jokohamie; płynącym podobną jednostką „Westerdam” udało się zejść na ląd w Kambodży, a gdy rozjechali się do swoich krajów, okazało się, że część z nich została zarażona. To wszystko dzieje się naprawdę.

O nowym rodzaju RNA-wirusa usłyszeliśmy ledwie trzy miesiące temu. Tempo jego ekspansji jest niespotykane, znacznie szybsze od jego poprzedników – SARS sprzed prawie dwóch dekad i MERS sprzed ośmiu lat. Jego ofiary śmiertelne już liczy się w tysiącach, podczas gdy epidemia w latach 2002–2003 zakończyła się 916 zgonami.

Sprawdzamy teraz, jak jesteśmy przygotowani na ogólnoświatową pandemię. Rząd Włoch szczelnie odizolował „czerwoną strefę” – kilkanaście gmin, na obszarze których wystąpiły zachorowania (dziesiątki tysięcy mieszkańców). Skrócono tradycyjny karnawał w Wenecji, odwołano mecze piłkarskie Serie A, zamknięto mediolańską La Scalę, a Giorgio Armani odwołał publiczny pokaz mody – odbył się przy pustej widowni. Austria nie wpuściła pociągów z Włoch pod pretekstem objawów choroby zaobserwowanych u dwóch podróżujących kobiet. Podobnych kroków nie podjęła Francja, która zamiast zamykania granic stawia na przygotowanie personelu medycznego, zwiększenie liczby szpitali przygotowanych do przyjmowania i leczenia pacjentów z koronawirusem oraz liczby laboratoriów wyposażonych w testy diagnostyczne. Jak przygotowane są polskie służby i instytucje, być może przekonamy się niedługo.

Oczywiście wirus nie jest bezwzględnie śmiertelny. U ponad 80 proc. zakażonych infekcja przebiega łagodnie, najgorzej znoszą ją osoby w podeszłym wieku oraz chorujące na schorzenia przewlekłe.

Tekst pochodzi z numeru 9/2020 tygodnika „Fakty i Mity”

Facebook Comments