Liczne plemiona rdzennych mieszkańców Brazylii w dorzeczu Amazonki – w sumie około 300 tysięcy ludzi – stoją w obliczu wyginięcia. Ostatecznego, fizycznego wyginięcia.

Taki może być efekt pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 oraz polityki skrajnie prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro. Po dojściu do władzy w styczniu 2019 r. wprowadził on cięcia budżetowe w działalności rządowych agencji wspierających tamtejszych Indian oraz doprowadził do zwolnienia przedstawicieli administracji zaangażowanych w likwidację zjawiska nielegalnego wyrębu lasów oraz wydobycia surowców mineralnych. System ochrony rezerwatów zaczął kuleć.

Epidemia wywołała niekontrolowaną transmisję wirusa, który okazuje się szczególnie śmiertelny dla żyjącej w swoim świecie populacji, do tego pozbawionej dostępu do szybkiej i dobrze funkcjonującej opieki medycznej. Jeśli władze w Brasilii nie podejmą zdecydowanych działań, może to się skończyć fizyczną eksterminacją tych wspólnot. Sebastião Salgado, brazylijski fotografik, który podjął się zorganizowania międzynarodowej akcji nacisku na Bolsonaro, twierdzi, że scenariusz ten jest bliski spełnienia. A mówimy tu o pradawnych społecznościach – w tej części Amazonii żyją 103 wspólnoty bez kontaktów ze światem zewnętrznym. To nie tylko świadkowie prehistorii, ale wręcz jej żywe świadectwa. Pięć wieków temu te grupy etniczne były dziesiątkowane nie tylko przez konkwistadorów z Europy, ale także przez przyniesione przez nich choroby. Kolejne kryzysy epidemiczne zabiły większość jej populacji.

Ekstrawagancki, oskarżany o ciągoty rasistowskie i totalitarne (nie kryje sympatii wobec krwawej dyktatury wojskowych w latach 1964–1985, w której zresztą osobiście uczestniczył) prezydent odrzuca jakąkolwiek ingerencję z zewnątrz w sprawy jego kraju, jednak w ubiegłym roku, po początkowych dąsach, ostatecznie zgodził się na zagraniczną pomoc podczas wielkich pożarów lasów tropikalnych; zintensyfikował też akcję ratowniczą brazylijskich służb. Na podobną reakcję liczy 66 sygnatariuszy listu w sprawie przeciwdziałania wyginięciu rdzennych plemion. Grupa ta składa się głównie z ludzi kultury o niekwestionowanym globalnym uznaniu (np. Meryl Streep, Pedro Almódovar, Paul McCartney, Sting, Mario Vargas Llosa), są też takie postaci, jak książę Monako Albert II czy ekonomista Jeffrey Sachs. Prawie nie ma zaś polityków – poza byłą prezydent Finlandii Tarją Halonen, byłym amerykańskim senatorem Timothy Wirthem i fińską polityk Elisabeth Rehn.

Facebook Comments