Koneserom herbaty radzimy przygotować się na wyższe ceny i kłopoty ze zdobyciem najcenniejszych gatunków ich ulubionej używki. To także efekt pandemii SARS-CoV-2.

Lockdown, zamrożenie gospodarki i radykalne ograniczenie kontaktów mieszkańców, w Indiach przypadł na czas zbiorów liści herbaty. Szczególnie dotknęło to gatunek Darjeeling, przez wielu smakoszy uznawany za „szampan wśród herbat”. Odmianę tę wytwarza się wyłącznie w okolicach miasta o tej samej nazwie w Bengalu Zachodnim, na zboczach gór w niższych partiach Himalajów (na wysokości ponad 1200 metrów n.p.m.). Specyfika uprawy wiąże się także z przemiennością gorących subtropikalnych dni z okresami dużego zachmurzenia, co wpływa na unikatowy smak tej herbaty. Charakterystyczny jest też tradycyjny sposób produkcji, generalnie niezmieniony od XIX w. Liście zbiera się ręcznie. Ogólnonarodowa kwarantanna pechowo wypadła na czas pierwszych zbiorów (marzec – kwiecień), uważanych za najcenniejsze. Przynoszą one mniej więcej 40 proc. dochodów. Strata ta będzie nie do odrobienia.

To tym bardziej rozczarowujące dla producentów z tego regionu, że zgodnie z szacunkami z początku pandemii, spodziewano się wzrostu spożycia herbaty przez pozamykanych w domach konsumentów.

Także w sąsiednim stanie Asam (tu krzewy rosną na nizinach, na wysokości niewiele powyżej poziomu morza) zakaz pracy na plantacjach trwał ponad miesiąc. Przewiduje się, że dochody Indii z eksportu herbaty spadną w tym roku o 9 proc. W tym kraju o populacji 1,3 miliarda odnotowano ponad 80 tys. przypadków zakażenia koronawirusem i prawie 3000 ofiar śmiertelnych.

Na Sri Lance zbiory w marcu spadły ponad 50 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Produkcja w pierwszym kwartale była tu najniższa od 27 lat. Co prawda dość szybko zezwolono na powrót do pracy setek tysięcy zbieraczy liści, ale podczas dalszych etapów produkcji wciąż obowiązują obostrzenia. Lankijscy herbaciarze być może w części zrekompensują sobie straty gwałtownym wzrostem cen – co oczywiście nie ucieszy miłośników gorącego, czarnego napoju w Europie.

Paradoksalnie w najlepszej sytuacji są Anglicy. Większość importowanej do ich kraju herbaty pochodzi nie z dawnych kolonii azjatyckich, lecz z Kenii. Do Afryki na razie wirus nie dotarł na większą skalę, zaś korzystne w tym roku warunki pogodowe spowodowały, że produkcja nawet wzrosła – i to znacząco (o 15 proc.). Five O’Clock Tea pozostaje niezagrożona.

Facebook Comments