Świat zwolnił, przyroda ożywa, nawet ziemia rzadziej drży. My także zyskaliśmy, np. godzinę snu, bo część ludzi pracuje w domu, a pozostali nie stoją w korkach.

Psychologowie instruują, jak powinno wyglądać życie człowieka „udomowionego”. Zalecają zachowanie higieny, pozytywne myślenie i utrzymywanie relacji z ludźmi, których lubimy. A my, zamknięci w domach, z mniejszym lub większym oporem przystosowujemy się do nowej rzeczywistości. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy tak dużo przez telefon, Messengera, Skype’a. Jesteśmy w kontakcie z przyjaciółmi, mieszkającymi za granicą i dowiadujemy się od nich, jak rządy i samorządy innych państw wspierają swoich mieszkańców. W Polsce nie jest z tym najlepiej, więc musimy być samodzielni. I oczywiście dajemy radę. Codziennie docierają do nas informacje o darczyńcach, fundacjach, firmach, które kupują dla lekarzy odzież ochronną, maseczki, a nawet respiratory. Naukowcy i prywatni przedsiębiorcy wykorzystują drukarki 3D, aby dostarczyć chroniące lekarzy przyłbice. A restauratorzy żywią, posiłkując się pieniędzmi zebranymi podczas akcji typu „Nakarm medyka”.

Ale to tylko niektóre akty dobroci, jakimi dzielą się obecnie ludzie. Dopytujemy znajomych o zdrowie i samopoczucie częściej niż kiedyś, działamy w „Widzialnej Ręce” lub zupełnie niesformalizowanych grupach pomocy sąsiedzkiej. Zastanawiamy się, jak będzie „po”. Martwimy o małe lokalne przedsiębiorstwa i planujemy przyszłość. Częściej dostrzegamy potrzeby innych, np. mój znajomy codziennie podwozi pracującego z nim Nigeryjczyka, żeby nie musiał podróżować komunikacją miejską. Na początku koledzy troszkę żartowali, że Sony ma szofera, ale przed świętami dwaj inni zapytali, czy nie potrzebuje pomocy w dostarczeniu większych zakupów. W niektórych korporacjach jest rozsyłany newsletter z informacjami o akcjach pomocowych, żeby ludzie mieli w czym wybierać, jeśli chcą pomóc, bo mają drukarkę 3D albo gumkę odpowiednią do maseczek. Pomagając, czujemy się potrzebni i wykorzystujemy nadmiar czasu, przy okazji przestając myśleć o tym, na co nie mamy wpływu.

#zostanwdomu

Spędzamy wieczory w domu, więc możemy ten czas wykorzystać na doskonalenie się. Kiedy zawieszono zajęcia w szkołach i część pracowników otrzymała możliwość pracy zdalnej, planowaliśmy, jak cudownie i produktywnie wykorzystamy godziny poświęcane dotychczas na dojazd do pracy. Mieliśmy uczyć się języków obcych, regularnie praktykować jogę i chłonąć kulturę. U niektórych skończyło się na planach, inni zaczęli realizować to, o czym od dawna marzyli. Naprzeciw potrzebom tych drugich, w sieci pojawiło się mnóstwo internetowych webinarów, spektakli teatralnych on-line, sesji medytacyjnych. Gdy nie działają siłownie, sportowcy instruują w necie, jak ćwiczyć z dwiema butelkami wody i kijem od mopa w domu. Lajkujemy, udostępniamy, deklarujemy udział, oglądamy, ćwiczymy. Przenieśliśmy do domu czynności, które dotychczas były rozłożone na wiele przestrzeni.

Po kilku tygodniach okazało się również, że wielu z nas odkryło u siebie zdolności kulinarne. Obecnie więcej niż kiedykolwiek Polaków piecze chleb. W sklepach zabrakło drożdży, bo handlowcy i producenci nie byli przygotowani na taką liczbę klientów zainteresowanych samodzielnym tworzeniem wypieków. Miły prezent dla takich osób miała właścicielka niewielkiej warszawskiej piekarni. Przygotowała kilkanaście woreczków z zakwasem i instrukcją, jak upiec własne bochenki. Gdy zapytałam ją, czy nie obawia się konkurencji, śmiejąc się odpowiedziała, że ma nadzieję, iż ludzie poczują wreszcie smak dobrego, prawdziwego chleba i po zakończeniu samoizolacji będą u niej kupować droższe, ale bardziej wartościowe pieczywo.

Voucher na lepsze czasy

Kilka dni przed wprowadzeniem ograniczeń w działalności gabinetów kosmetycznych i fryzjerskich salonik urody na osiedlu w Łodzi świętował drugie urodziny. Były tort bezowy i ciasto marchewkowe, upieczone przez właścicielkę, oraz owoce, ponieważ zarówno młodsze, jak i nieco starsze dziewczyny dbają o urodę i odżywiają się zdrowo, szczególnie na progu wiosny. Toasty, śmiechy i rozmowy, jakie zabiegi można wykonać teraz, jakie dają efekty. Kalendarz zapełniał się bardzo szybko. Niestety, większości tych planów nie udało się zrealizować. Jak klientki zareagowały na odwołanie wizyt?

– Część z przerażeniem pytała, jak zdjąć lakier hybrydowy z paznokci, ale większość poprosiła o wyznaczenie nowego terminu, dopytywała, czy można nas wesprzeć, np. wpłacając teraz pieniądze na zabiegi, które będą wykonane w przyszłości – mówi Zuza, właścicielka saloniku. Wie, że po zakończeniu „udomowienia” będą pracowały więcej, dłużej, ale teraz mają czas na odpoczynek, więc dadzą radę.

– Moi klienci dzwonią i pytają, czy mogłabym ich przyjąć w tajemnicy. Przesyłają MMS-y, żeby udokumentować, jak bardzo potrzebują się spotkać. Dostałam też fotkę, na której klient strzyże się samodzielnie. Będzie co poprawiać – śmieje się fryzjerka, dumna z tego, że ma w telefonie prawie 500 nazwisk klientów. Mają szczęście i życzliwego właściciela kamienicy, który znacznie obniżył czynsz za wynajmowany lokal.

Firmy, które stworzyły dobre relacje ze swoimi klientami, mogą teraz liczyć na miłe słowa, ale i realne wsparcie. Studyjne kino zachęca do zainwestowania w bilet i kawę lub herbatę po otwarciu. Kawiarnie i restauracje sprzedają vouchery, które można będzie wykorzystać po otwarciu lokali. Zazwyczaj w cenie jest bonus, np. minikurs barmana, zwiedzanie zaplecza czy uroczyste przybicie piątki ze wszystkimi członkami załogi. Ludzie kupują, bo wierzą, że latem będzie normalnie i spotkamy się na lunchu lub piwie w ulubionej knajpce, że obejrzymy film na dużym ekranie.

Natura nie uwzględniła koronawirusa

W prywatnym Zoo Safari w Borysewie jest 600 zwierzaków 90 gatunków z pięciu kontynentów, wymagających specjalnych warunków żywienia i specjalistycznej opieki. Kiedy wiadomo było, że w związku z pandemią zwierzyniec nie będzie mógł przyjmować odwiedzających, właściciele poprosili o pomoc:

„W obliczu pandemii jesteśmy pozbawieni wszelkich dochodów, utrzymywaliśmy się jedynie ze sprzedaży biletów – obecnie ogród zoologiczny musi być zamknięty do odwołania. Zwracamy się teraz do wszystkich miłośników zwierząt – każda przekazana przez Was złotówka będzie dla naszych zwierząt na wagę złota. Dotąd udawało się zapewnić należytą opiekę naszym podopiecznym, ale w związku z globalną pandemią i totalnym chaosem gospodarczym nasze możliwości z dnia na dzień dramatycznie się kurczą”.

W ciągu jednego dnia zebrano 80 tys. zł, w trzy tygodnie prawie 270 tys. zł, zbiórka trwa. Wzruszające są wpisy darczyńców, np. „Smacznego, zwierzaki” lub „Przedszkolaki pozdrawiają zwierzaki. Do zobaczenia niedługo”.

– Od firmy Pamso otrzymujemy nieodpłatnie mięso, wspiera nas również nasz dostawca paszy. Jestem pod ogromnym wrażeniem, nie spodziewałem się takiego odzewu – cieszy się Wojciech Pabich w rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim”.

Koronawirus pomieszał szyki również hodowcom roślin. Pani Krystyna spod Łodzi nie mogła sprzedać kwiatów na giełdzie, bo ta została zamknięta. Zrozpaczona umieściła na Facebooku informację, że tulipany czekają na ludzi. Miłośnicy kwiatów nie zawiedli: niektórzy przyjechali po kilkanaście sztuk do wazonu, inni zebrali zamówienia od rodziny i przyjaciół na 15 bukietów. Zjawił się także hodowca rzodkiewek. Trochę się pożalić, bo też ma utrudniony zbyt. Zaproponował do każdego bukietu tulipanów pęczek rzodkiewek gratis.

Właściciel sklepu spożywczego podziękował okolicznym mieszkańcom za wsparcie i postanowił się odwdzięczyć. Opublikował na Facebooku piękny post:

„Jako właściciel sklepu postarałem się, abyśmy w tym trudnym i nerwowym okresie mogli bezpiecznie zrobić zakupy. Starania moje i mojego personelu zostały przez Was docenione i to dzięki Wam nie będę zmuszony, przynajmniej na razie, redukować zatrudnienia. I dlatego chciałbym w pewien sposób się odwdzięczyć. Mianowicie jeżeli ktoś z moich klientów znalazł się nagle w trudnej sytuacji, stracił pracę lub jego dochody drastycznie zmalały i brakuje mu pieniędzy na zapewnienie podstawowych potrzeb rodziny, niech zgłosi się do mnie poprzez którąkolwiek drogę komunikacji SMS, Messenger lub po prostu telefonicznie. Dostarczę nieodpłatnie podstawowe produkty rolne typu ziemniaki, marchew, pietruszka, jabłka itp. Jeżeli ktoś się krępuje, niech zrobi to przez sąsiada lub proboszcza. Zapewniam 100% dyskrecji i anonimowości.

Razem musimy to przetrwać, bo po każdej burzy wychodzi słońce”.

***

Jak zmienimy się po koronawirusie? Pozostaniemy w kontaktach telefonicznych i pracy zdalnej, będziemy dążyć do częstszych spotkań i zapomnimy o wymówkach, których używaliśmy wcześniej? Będziemy doceniać możliwość swobodnego spacerowania i kupowania truskawek w lokalnym warzywniaku, ciesząc się słońcem? A może pójdziemy na szarlotkę i pogaduchy do mało znanej wcześniej sąsiadki, której podrzucaliśmy zakupy na wycieraczkę?

Facebook Comments
Poprzedni artykułPodwójny paraliż
Następny artykułKoronasocjalizm
Emilia Baranowska
Jest uzależniona od czytania, więc pracuje jako korektorka. Hobbystycznie redaguje książki. Z zaangażowaniem, ale bez spektakularnych sukcesów, namawia wszystkich wokół do jedzenia strączków oraz zieleniny. Nie lubi, kiedy pada deszcz i ludzi, którzy kłamią. Chętnie poznaje nowe miejsca, pije wino i tańczy bachatę. (Jedyna bezbłędna między nami – przyp. red.).