Gdyby żony tych mężczyzn zobaczyły na własne oczy, co wyprawiają ojcowie ich dzieci, wówczas nawet na samodzielne wyjście do sklepu ci faceci mieliby szlaban, a wyprowadzenie psa trwałoby pięć minut. Z zegarkiem w ręku. I do domu.

Żadnych spotkań z kolegami. Nawet tych niewinnych, przy trzepaku. To, czego byłem świadkiem, mnie, 50-letniego faceta, wprawiło w osłupienie. A w polskim Kościele widziałem już naprawdę dużo głupich, dziwnych i przerażających zdarzeń.

Sobota. Późny wieczór. Kościół bł. Władysława z Gielniowa. To tutaj, w jednym z największych przybytków bożych w stolicy, na pierwsze oficjalne spotkanie po zniesieniu zakazów związanych z pandemią umówili się Wojownicy Maryi. Jeżdżąc kilkanaście minut po uliczkach warszawskiego Natolina i bezskutecznie szukając miejsca do zaparkowania samochodu, oczyma wyobraźni widziałem, co musi się dziać wewnątrz właśnie mijanej świątyni. Gdy przed wejściem do gigantycznego kościoła spostrzegłem kilka autokarów i kilkaset wypasionych aut z rejestracjami z całej Polski, wiedziałem, że czeka mnie „prawdziwe męskie przeżycie”. Jednak wiedzieć a doświadczyć tego na własnej skórze to wielka różnica. Jak między niebem a piekłem.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments