Oprócz Polski, w nadchodzących miesiącach letnich wybory prezydenckie zaplanowała Białoruś. Oczywiście świat nie uzna ich za demokratyczne i wolne. Znów wygra Aleksandr Łukaszenka.

Obecny władca Białorusinów doszedł do władzy jako… kandydat niezależny i antysystemowy. Pokonał dwóch ojców niepodległości kraju – Stanisława Szuszkiewicza i Zianona Pazniaka – oraz urzędującego premiera Wiaczasława Kiebicza. Kolejne wybory, w 2001 r. (po kontrowersyjnym wydłużeniu kadencji o dwa lata), 2006, 2010 i 2015 r. wygrywał już w cuglach, w pierwszych turach. 9 sierpnia, bo na ten dzień zarządzono głosowanie, Łukaszenka będzie prawdopodobnie świętował szóste zwycięstwo.

W tym roku, jak się wydaje, sprawa nie będzie jednak tak prosta. Na Białorusi nie przeprowadza się niezależnych i wiarygodnych badań opinii publicznej, jednak jest wiele symptomów świadczących o utracie zaufania mieszkańców kraju do ich prezydenta. Z pewnością ma na to wpływ jego lekceważący stosunek do rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS-CoV-2. Długo przekonywał rodaków, że pandemii nie ma, a władze nie wprowadzały żadnych rygorów. W konsekwencji od półtora miesiąca u naszych wschodnich sąsiadów codziennie odnotowuje się niemal po tysiąc przypadków nowych zachorowań – w kraju czterokrotnie mniej licznym od Polski w sumie jest ich ponad 43,5 tys. Jednocześnie białoruska gospodarka przechodzi głęboką recesję – od stycznia do kwietnia spadek PKB wyniósł 1,3 proc.

Jedną ze społecznych reakcji na te zjawiska jest zwiększona aktywność obywatelska. O ile poprzednie wybory nie ekscytowały nadmiernie Białorusinów, tym razem postanowiło spróbować swych sił w tej elekcji aż 55 osób. Ten wysyp kandydatów był też spowodowany taktyką głównego opozycjonisty – Mykoły Statkiewicza, który sam nie stanął w szranki, lecz zachęcił do tego szerokie grono swoich zwolenników.

Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała 15 pretendentów, niespotykanie dużo. Odmówiła na przykład dopuszczenia blogera Siergieja Tichanowskiego, który mógł stać się realnym rywalem Łukaszenki. Ostatecznie swój komitet zarejestrowała żona opozycjonisty, dzięki czemu praktycznie uczestniczy on w kampanii. Inni poważni uczestnicy wyścigu to wywodzący się z wnętrza systemu: bankier Wiktar Babaryka i były szef Parku Wysokich Technologii Waleryj Capkała.

Kandydaci są teraz w trakcie zbierania 100 tys. podpisów, co – choć wymaga to odwagi – spotyka się z zaskakująco szerokim odzewem.

Facebook Comments