Wystarczyły dwie, trzy dosadne wypowiedzi, by kampania nabrała rumieńców, a Duda zaczął tracić przewagę.

Do tej pory cała przedwyborcza dyskusja sprowadzała się nie do kwestii merytorycznych, lecz do technikaliów: czy głosowanie ma się odbyć w maju, czy może jesienią? Wprowadzać stan klęski żywiołowej albo wyjątkowy? Mamy wrzucać karty osobiście czy wysyłać je pocztą? Bojkotować czy uczestniczyć? W tym harmidrze w ogóle zniknął nam z pola widzenia sens tych wyborów.
A są one – powtórzmy, pisaliśmy o tym nieraz – kluczowe dla naszej przyszłości. W istocie rzeczy nie będziemy opowiadać się za jednym czy drugim kandydatem, tylko damy albo odbierzemy Kaczyńskiemu prawo do sprawowania niemal niczym nieograniczonej władzy nad Rzecząpospolitą i jej obywatelami przez niego personalnie oraz przez jego następców. Aby nie przegrać wyborów parlamentarnych w 2023 r., prezes PiS będzie musiał przez najbliższe trzy lata łamać i naginać Konstytucję. A tego się nie da zrobić bez posłusznego pomocnika w Pałacu Prezydenckim, bezwolnie podpisującego wszelkie ustawy pogarszające sytuację opozycji politycznej, podważające wolność mediów, ograniczające prawa i wolności, wybijające zęby samorządom, korumpujące ważne segmenty elektoratu itp.

Obóz rządzący tej alternatywy (autorytaryzm czy demokracja) oczywiście nie eksponuje. Nie zwraca na nią uwagi także, co dziwne, opozycja. Pozostaje więc mieć nadzieję, że zadziała tu mechanizm intuicji wielkiej grupy społecznej, która w sposób być może nie do końca uświadomiony postanowi nie wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka. Albo po prostu większość z nas uzna, że jednak Duda do roli przywódcy się nie nadaje, że ktoś się lepiej wywiąże z przyznanych głowie państwa uprawnień.

Aby w ogóle zadać sobie takie pytanie – a nie przejść obok niego lekkim krokiem, dając się zwieść rozbrajającym uśmiechom obecnego prezydenta lub agresywnej propagandzie mediów „narodowych” – w debacie publicznej muszą pojawić się jakieś emocje. Na chłodnej atmosferze politycznej, zmrożonej epidemią koronawirusa, korzystają Duda i Kaczyński. Jeśli coś skłoni nas do refleksji i reakcji, może skończyć się różnie.

Celne strzały Trzaskowskiego

To właśnie zrobił nowy kandydat Koalicji Obywatelskiej. Zapowiedział likwidację TVP Info oraz wyrzucenie „Wiadomości” i publicystyki politycznej z telewizji Kurskiego. Oraz szybkie podniesienie budżetowych wydatków na służbę zdrowia do 6 proc. PKB. Stwierdził, że prokuratora generalnego powinien mianować prezydent RP. Dziś ten urząd sprawuje Zbigniew Ziobro, na połowę Polaków działający jak płachta na byka.

Już te trzy strzały wystarczyły, aby Trzaskowski wszedł w buty głównego rywala Dudy. Nie chodzi o to, że wyborcy żyją sprawą wewnętrznej organizacji spółki TVP SA, zagłębiają się w tajniki konstruowania budżetu państwa i analizują ustawy o prokuraturze oraz o działach administracji rządowej. Nie zastanawiają się też, w jaki dokładnie sposób te hasła miałyby zostać przekute w rzeczywistość. Głowa państwa bez większości w Sejmie nie ma szans, aby je zrealizować. Ale trącono trzy uśpione struny, którymi można wywołać pokłady emocji. Jak widać, sporą grupę ludzi wkurza agresywna i toporna TVP, butny minister sprawiedliwości i kolejki do lekarzy, teraz dodatkowo spotęgowane tym, że system opieki medycznej został w całości przestawiony na walkę z jedną (groźną, bo nie do końca rozpoznaną) chorobą, zaś większość planowych wizyt, zabiegów i operacji, na które pacjenci czekali miesiącami, została odłożona na nie wiadomo kiedy.

Ktoś wreszcie powiedział coś w tej kampanii ostro i zdecydowanie. Koniec z polityką miłości i tęsknoty za jednością narodu, uprawianą przez Kidawę-Błońską i Kosiniaka-Kamysza! Z płaczącym nad Konstytucją Hołownią. Niestety, nad czym ubolewam, także Biedroń nie zdołał przebić się ze swoimi, skądinąd słusznymi, postulatami – nawet do lewicowego elektoratu.

Duda w odwrocie

Spektakularne spadki poparcia dla urzędującego prezydenta w kilku kolejnych sondażach nie oznaczają oczywiście, że masowo odwracają się od niego sympatycy. To efekt matematyczny – do aktywności przedwyborczej powrócili obywatele mu niechętni, stronnicy PO i lewicy. Wcześniej deklarowali oni, że nie wezmą udziału w głosowaniu, więc nie byli dalej pytani przez ankieterów o preferencje. Teraz podnoszą frekwencję i powiększają bazę, od której liczy się procenty. Duda wygra pierwszą turę i będzie poważnym pretendentem w drugiej. Ale większy rezerwuar głosów jest po drugiej stronie.

Namiestnik Kaczyńskiego przy Krakowskim Przedmieściu nie powiedział w tej kampanii nic mądrego. Właściwie nic nie powiedział. Chwali się programami socjalnymi rządu PiS i ogłasza, że nie zgodzi się na ich likwidację – choć nikt tego nie zapowiada, a jego mateczka-partia będzie rządzić jeszcze trzy lata, większość nadchodzącej kadencji prezydenta. Nieumiejętność sformułowania wizji prezydentury na nowe, trudne czasy jest nie tylko świadectwem ubóstwa intelektualnego kandydata, ale też dowodem słabości obozu władzy.

Ciekawe, czy populistyczna prawica będzie jeszcze w stanie narzucić własne tematy kampanii i neutralizować kłopotliwe dla niej wątki, wrzucane przez opozycję. Jak choćby ciemne sprawki ministra zdrowia Szumowskiego, który w czasie pandemii wyrósł na męża opatrznościowego, ale teraz musi mierzyć się z coraz bardziej przemawiającymi do wyobraźni kwotami, jakie podczas jego ministrowania trafiły na konta spółki jego żony i brata. Najlepsze, co mogło się trafić konkurentom – to pęknięcie wydawałoby się najmocniejszego ogniwa w łańcuchu. Za chwilę zaczniemy się poważnie zastanawiać, czy aby na pewno rząd sobie radził z atakiem wirusa tak dobrze, jak się tym chwalił.

„Strajk przedsiębiorców” Pawła Tanajny, jednego z egzotycznych kandydatów na urząd głowy państwa, też podaje w wątpliwość skuteczność rządowego wsparcia dla przymusowo zamkniętych na czas epidemii biznesów i pracowników na bezrobociu. To realny problem. Wszyscy ubiegający się o prezydenturę powinni się do niego szczegółowo i konkretnie odnieść.

Poważne tematy

Trzaskowski próbuje podnieść temat gwarancji niezależności samorządów, zagrożonej przez centralizującą władzę i pieniądze politykę PiS. Nie chcielibyśmy, aby o wszystkim decydowano w dalekiej „Warszawie” – na Nowogrodzkiej, Wiejskiej, w Alejach Ujazdowskich i siedzibach ministerstw. Prezydent powinien roztaczać parasol nad ustrojem państwa. To wygodny obszar także dla innego ekswłodarza miasta, Biedronia; ale trzeba umieć poruszać się po nim z wdziękiem, unikając niezrozumiałego języka naszpikowanego nowomową z prawa administracyjnego, procentami księgowych i techniczną terminologią.

Lokator „Dużego Pałacu” ma też czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji. Czyż jest lepsza okazja – w chwili, gdy władza wykonawcza właśnie kładzie łapę na Sądzie Najwyższym – by powiedzieć Polakom, w jaki sposób kandydaci chcą przywracać praworządność (ci, którzy chcą, oczywiście)? Jak wyobrażają sobie współpracę z nową pierwszą prezes SN? Co zrobią z wątpliwościami prawnymi wobec dwóch nowych Izb? Czy będą powoływać kolejnych sędziów wskazywanych przez podporządkowaną Ziobrze Krajową Radę Sądownictwa? Jak zapewnią sędziom nieskrępowaną możliwość zadawania pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE?

O czym jeszcze byłaby ta kampania, gdybyśmy żyli w idealnym świecie?

O bezpieczeństwie. Wybieramy wszak zwierzchnika sił zbrojnych, który „stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Z Dudy taki zwierzchnik jak z mysiego organu rodnego wór na mąkę. Tydzień temu obśmialiśmy („FiM” 21/20) właśnie przyjętą nową „Strategię bezpieczeństwa narodowego”. Ten gość jest gotów poprowadzić Rzeczpospolitą na wojnę przeciw Rosji. A co mają do powiedzenia inni?

O Europie. Kolejne ziobrowe ustawy, żyrowane przez Dudę, i ich wdrażanie nieuchronnie pchają nas w stronę polexitu. Myślą państwo, że to przesadne stwierdzenie? To proszę zapoznać się z najnowszym raportem Parlamentu Europejskiego na nasz temat i opinią przewodniczącego Komisji Wolności Obywatelskich i Sprawiedliwości (LIBE), Hiszpana J.F. Lópeza Aguilara. Czy Trzaskowski, Biedroń, Kosiniak-Kamysz lub Hołownia będą w stanie przeciwstawić się wypychaniu Polski poza Unię? Decyzje w tej sprawie zapadają w Warszawie, nie w Brukseli.

Facebook Comments