Jeśli Norweg jest cały w skowronkach, może o sobie powiedzieć å være en glad laks, co oznacza, że jest zadowolonym łososiem”.*

Jakoś do tej pory nie miałam okazji zaprzyjaźnić się z owocami morza, choć miewałam z nimi pewne bliższe kontakty. Kolec jeżowca wszedł mi w nogę na Korfu, a w Igumenicy zostałam poczęstowana ostrygami przez płetwonurków, z którymi jechałam autostopem. I może moje wyznanie niektórzy uznają za profanację, ale smakowały jak słona galaretka. Może dlatego, że nie były podane na lodzie i z cytryną?

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj


*„Szczęśliwy jak łosoś”, Anna Kurek

Facebook Comments
Poprzedni artykułCo tam, panie w Watykanie (2)
Następny artykułKant pod świątobliwym wezwaniem
Joanna Katarzyna Cyterska
Absolwentka filologii polskiej. Od zawsze lubi czytać, gotować, zbierać grzyby, podróżować. Kolekcjonuje książki na temat kuchni i kultury kulinarnej. Próbuje żyć zgodnie z zasadą slow life, przynajmniej od kwietnia do października, gdy mieszka na wsi. Właścicielka Aryi, psa rasy foksterier.(Zna się na kuchni nie tylko teoretycznie, ale i tworzy kulinarne cuda – przyp. red.).