Miałem oddać Romkowi spod 16 kasę. Na nic cogodzinne sprawdzanie konta. Nie czekałem na cud: zaimprowizowałem wyprzedaż domową. Powiadomieni mieszkańcy bloku zjawili się tłumnie. Niestety, nie było zbytniego zainteresowania zafoliowanymi jeszcze albumami zdjęć pięknych miejscowości kraju naszego. Kolekcja kufli również nie zdobyła uznania gawiedzi. Misternie wyrzeźbiony w korze samolocik nie zachwycił potencjalnych kupujących.

W pewnym momencie Mietek z piątego, dotykając wisiorka z naboju, podarowanego mi przez miejscowego pijaczka za dorzutkę do piwa, zapytał:

– A ten nabój to skąd?

Zrezygnowany, odburknąłem na odwal się:

– To replika naboju, tego który trafił naszego papieża…

– Biorę! – Mietek sapał z podniecenia. – Daję stówę i będzie zgoda! – oświadczył.

Musiałem zmrużyć oczy od żarówki, która rozjaśniła wnętrze mej głowy.

Po godzinie miałem trzy tysie. Sprzedałem między innymi: „poświęcone” albumy z miejsc pielgrzymki Wielkiego Polaka, tupolewa z kory, scyzoryk Piłsudskiego oraz maskę pośmiertną Kasztanki marszałka z paper mache, dildo ojca Pio, kufle, z których „pili” kolejno: młody i stary Pilecki, młody i stary papież, Wyszyński, Popiełuszko, połowa pasażerów feralnego lotu etc. Po wszystkim udałem się do Romka. Zamiast pieniędzy wziął fotel, na którym „zasiadał” Pietrzak z Rosiewiczem na kolanach.

Muszę – acz niechętnie – zgodzić się z twierdzeniem, że wiara jednak czyni cuda.

Facebook Comments