fot. Artur Kulikowski
To wszystko jest tak absurdalne, że w zasadzie nie miało prawa się wydarzyć. Najdziwniejsze jest jednak to, że nikt publicznie nie zapytał: o co chodzi?

W podwarszawskim Nowym Dworze Mazowieckim odbyły się uroczystości związane z 80. rocznicą bohaterskiej obrony Modlina. W tym roku obchody trwały aż dwa dni. Wszystko zaczęło się od mszy połączonej z ceremonią pogrzebową 18 obrońców twierdzy. Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się już w marcu, kiedy to na terenie dawnej stoczni rzecznej ekshumowano szczątki 18 żołnierzy Wojska Polskiego, poległych we wrześniu 1939 r. Żołnierze ci już raz zostali pochowani przy pomniku Marynarzy 1920 Roku. Teraz ich kości zostały wykopane, ciała zidentyfikowane, by z należytymi bohaterom honorami spocząć w ziemi raz jeszcze, tym razem na wojennym Cmentarzu Fortecznym Twierdzy Modlin. Upamiętnieniem ich życia miała być msza pogrzebowa w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Barbary w Nowym Dworze Mazowieckim, z udziałem rodzin poległych, oficjeli najwyższej rangi i mieszkańców miasta.

Teren budowy. Wstęp wzbroniony

Gdy przyszedłem na miejsce, z początku pomyślałem, że pomyliłem adresy, że to nie tu. Dwie godziny przed rozpoczęciem mszy teren kościoła był zamknięty i odgrodzony od świata zewnętrznego wysokim płotem. Nic dziwnego, świątynia jest w trakcie budowy, a zakończenie budowy ma nastąpić dopiero w 2021 r. Na płocie z blachy falistej, tuż obok zamkniętej na kłódkę bramy wjazdowej, zawieszona była tabliczka z napisem: „Uwaga! Teren budowy. Wstęp wzbroniony”. Zgodnie z tablicą informacyjną na teren wstęp ma tylko 20 pracowników, a nadzór nad budową sprawuje Powiatowy Inspektorat Nadzoru z siedzibą w Nowym Dworze Mazowieckim. Jakież było moje zdziwienie, kiedy kilkanaście minut później kościelny otworzył bramę i wpuścił tam pierwsze osoby. Nie było wśród nich inspektora nadzoru, czy choćby kierownika budowy. Byli za to ksiądz, pracownik firmy pogrzebowej, przedstawiciel burmistrza i oficer z batalionu reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Nikt nawet się nie zająknął, że msza zostanie odprawiona na terenie, na który nikomu postronnemu wchodzić nie wolno. Nikt nie miał na sobie odpowiedniego ubioru: kamizelki odblaskowej i obowiązkowego kasku na głowie. Gdy zapytałem strażnika miejskiego, czy w tym momencie nie jest łamane prawo budowlane, usłyszałem: ale o co panu chodzi?

Bezimienne trumienki

Wiedząc, że łamię prawo, wszedłem nielegalnie do niewykończonego budynku kościoła. Wewnątrz nie było jeszcze drzwi (tylko nieheblowane dechy jak w szopie), ław dla wiernych (tylko składane plastikowe krzesełka), okna były zafoliowane, a zimne ściany straszyły surowym stanem. Gdy już opanowałem strach przed tym, że za chwilę coś mi spadnie na głowę, zobaczyłem przed tymczasowym ołtarzem trumny, a w zasadzie osiemnaście drewnianych trumienek, ustawionych na miniaturowych katafalkach, w których spoczywały szczątki bohaterów września. Na trumienkach o wymiarach ok. 30×80 cm, przypominających skrzynki na amunicję, leżały ścięte kwiaty przepasane biało-czerwoną wstążeczką.
– A gdzie krzyże? Gdzie nazwiska tych ludzi, przecież zostali zidentyfikowani z imienia i nazwiska? Gdzie klepsydry? – zapytałem kościelnego.
– Nie wiem, sam tego nie rozumiem – odpowiedział i trzymając w ręku kropidło uciekł do prowizorycznej zakrystii.

Nadal bezimienni

Rozpoczyna się uroczysta msza. Celebruje ją wikariusz generalny biskupa polowego WP ksiądz pułkownik prałat kanonik Bogdan Radziszewski. Jest bardzo odświętnie: śpiewa chór, są poczty sztandarowe, wojskowa asysta honorowa. W pierwszych rzędach zasiadają między innymi: przedstawiciel prezydenta RP, generał w stanie spoczynku Romuald Ratajczak, przedstawicielka premiera RP, rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Anita Czerwińska, Łukasz Kudlicki z MON i wiceszef Instytutu Pamięci Narodowej Mateusz Szpytma. Ten ostatni podczas swojego przemówienia zwraca uwagę, że „80 lat po wojnie nadal krzywdy ze strony hitlerowskich Niemiec nie zostały wyrównane naszemu narodowi”.
– Cześć i chwała bohaterom – powiedział, kończąc kościelną uroczystość doktor Szpytma, który był inicjatorem powtórnego pochówku ekshumowanych żołnierzy.

To nieprawdopodobne, ale nikt z przemawiających ani razu się nie zająknął, czyje personalnie szczątki leżą przed nimi w tych niegodnych bohaterów dziecięcych trumienkach. Przez blisko dwie godziny w kościele nie padło ani jedno nazwisko zidentyfikowanego żołnierza, choć ich rodziny zaproszono na uroczystość. Tymczasem ponownie chowano do ziemi ludzi, którzy istnieli naprawdę i oddali życie za Polskę, m.in.: plutonowego Jana Dzięgielewskiego, bombardiera Henryka Kałębasiaka czy szeregowego Icka Berka Rozencwajga. Ci ludzie, jak kiedyś byli bezimienni, bez krzyża i tabliczki na mogile, tak pozostali i dziś.

fot. Artur Kulikowski
Zakopani w jednym dole

Kondukt żałobny idzie ulicami twierdzy Modlin. Na czele orkiestra, za nią kompania reprezentacyjna WP, poczty sztandarowe, księża i te malutkie trumienki, trzymane na barkach żołnierzy. Dalej oficjele i mieszkańcy miasta. Przed nami wyłonił się kwadratowy dół, do którego za moment trafią szczątki bohaterów. Gdy dochodzimy do miejsca nowego spoczynku, z ust starszego pana, który idzie obok mnie, pada krótkie, ale jakże trafne spostrzeżenie:– O kurwa, co to ma być!? Przecież każdy powinien mieć swoją mogiłę. Miejsca jest dużo, a oni już leżeli razem. Po co ta cała szopka?
Zniesmaczony mężczyzna spluwa w stronę księdza i odchodzi wściekły. Jego zachowaniem nikt się nie przejmuje.
Uroczystości dobiegają końca, ludzie rozchodzą się do domów. Tymczasem oficjele już szykują się na kolejne wydarzenie. Następnego dnia w Modlinie uczczona zostanie „80. rocznica samozatopienia Flotylli Wiślanej”. Zapewne, wiedząc o kompletnej absurdalności tych obchodów, przedstawiciele Kościoła katolickiego już się tam nie pojawiają, tłumacząc swoją nieobecność „natłokiem zajęć duszpasterskich”.
O żenującym przedstawieniu pod publiczkę, którego właśnie byli uczestnikami, nie wspomną.