Czerwiec 2001 r.
Świętuję sukces: nie dopuściłam do powołania Wydziału Teologicznego na Uniwersytecie Gdańskim. Rektor Pliński jest równie wściekły jak abp Gocłowski, który miał być Wielkim Kanclerzem, więc w Boże Ciało wylewał gorzkie żale i grzmiał z ambony, że „czerwona gwiazda” (to ja) zmanipulowała Senat UG, zażądała tajnego głosowania, a przecież wiadomo, że „w tajnym nie można wyrazić swojego prawdziwego zdania”. O tyle miał rację, że faktycznie większość kolegów dziekanów i profesorów głosowanie przeciw utworzeniu teologii uzależniała od tajności. Wiedziałam, że odwaga będzie mnie kosztowała stanowisko rektora, na które byłam absolutną faworytką. Po zablokowaniu teologii uniwersytet pękł na pół, ale zamiast rektorowania pojawia się perspektywa posłowania.

Jesień 2001 r.
Jestem w Sejmie wśród 219 posłów SLD-UP. Jako profesor nauk ekonomicznych już się widzę w komisji gospodarki, finansów lub skarbu, ale niestety są zarezerwowane dla starych wyjadaczy. Jako kot, dostaję łączność z Polakami za granicą i ochronę środowiska.

Sylwester 2003/2004
Wznoszę toast za powodzenie ustawy liberalizującej prawo aborcyjne, którą napisałam wspólnie z organizacjami kobiecymi i szlifuję przed złożeniem. Jest zapis o możliwości przerywania ciąży do 12. tygodnia, a także o finansowaniu zapłodnienia in vitro ze środków publicznych, poprawie opieki okołoporodowej, zwiększeniu dostępności do nowoczesnej, skutecznej, taniej antykoncepcji, wprowadzeniu obowiązkowych lekcji edukacji seksualnej od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Wiosna 2004 r.
Po ciężkich bojach w SLD, bo Miller uznał, że Bruksela warta mszy, więc obiecał, że za poparcie przez kler unijnego referendum nie będzie żadnych zmian w prawie przyjętym pod dyktando biskupów, składam u marszałka Borowskiego projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie. Druk dostaje nr 3215 i czeka na skierowanie do pierwszego czytania. Kościół czuje się zdradzony, bo w zamian za poparcie referendum unijnego, SLD miało nie ruszać tzw. ustaw światopoglądowych. Brukowce i prawica oskarżają mnie o chęć uczenia dzieci seksu, a miłośnicy zygot o promocję mordowania poczętych. Oleksy zastępuje Borowskiego na funkcji marszałka i już wiem, że będzie wynajdować preteksty, żeby nie procedować ustawy. I faktycznie: kieruje ją do konsultacji dosłownie do wszystkich świętych.

Grudzień 2004 r.
Podczas zorganizowanej w Senacie RP konferencji o Funduszu Kościelnym wypatrzyli mnie dwaj redaktorzy „FiM”: naczelny Kotliński i jego zastępca Szenborn. Spodobało się im moje wystąpienie o pazernym Kościele zblatowanym ze świecką władzą, złodziejskiej Komisji Majątkowej, szkodliwości konkordatu i pontyfikatu JP2, klerykalnym państwie, które dyskryminuje kobiety, uchwala prawo pod dyktando biskupów i daje się im doić. Zostaję felietonistką tygodnika. Stałą, cotygodniową rubrykę nazywam „Katedra prof. Joanny S.” i zaczynam kolejną, wspaniałą przygodę.

Luty 2005 r.
Oleksy traci funkcję marszałka Sejmu na rzecz Cimoszewicza, który wreszcie chce skierować projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie pod obrady. Niestety, w prezydium Sejmu jest sprzeciw i sprawę ma w głosowaniu rozstrzygnąć izba. Brakuje 17 głosów. Akurat tylu, ilu posłów SLD zabrakło o 9 rano na sali sejmowej. Potwierdza się stara zasada, że głosuje się nogami.

Kwiecień 2005 r.
Umiera JP2. Polska pogrąża się w iście teatralnej rozpaczy i miłości ponad podziałami, ale wystarcza jej zaledwie do pogrzebu papieża i tyle też (sześć dni) trwa żałoba narodowa. Politycy, celebryci i kto tylko dopcha się do mikrofonu składają wręcz humorystyczne ślubowania. Jarosław Kaczyński, że nie będzie pił wina, 82-letni aktor Leon Niemczyk, że zrezygnuje z seksu, jakaś pani, że nie będzie się bać śmierci. Jadę do Rzymu na pogrzeb i robię dla „FiM” reportaż z tego wydarzenia. Polecam jako ciekawostkę, bo jest napisany z podmiotem domyślnym. Ani razu nie pada słowo Wojtyła, papież, JP2, ani nawet pogrzeb.

Jesień 2005 r.
Nastaje Rzeczpospolita Obojga Kaczorów. W boju o parlament i prezydenturę sprawdziły się Rydzykowe oddziały „moherowych beretów”. Już widzę rachunek, który wystawiają Polsce, podnoszący coraz wyżej głowę, redemptorysta z Torunia i cały Kościół. Apetyt biskupów rośnie w miarę objadania się fruktami z budżetu państwa.

Czerwiec 2006 r.
Podczas manifestacji społeczności LGBT mówię: „Niech ta Parada zmieni oblicze ziemi. Tej ziemi”. Rozpętuje się medialna nagonka. Świętemu oburzeniu i żądaniom przeprosin nie ma końca, ale się nie uginam. Ryszard Kalisz czuje patriarchalno-religijny zew i samozwańczo za mnie przeprasza. W kontrze do kilkuset tysięcy Polaków, którzy stają w mojej obronie na forach internetowych, bo mają dość klerykalnego państwa, nakładającego obywatelom religijny kaganiec.

Wiosna 2007 r.
PiS chce zmiany konstytucji i wprowadzenia forsowanego przez biskupów zapisu o „ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci”. Przemawiam z trybuny sejmowej, a PiS-owcy ryczą: „szkoda, że ciebie matka nie wyskrobała”. „Widzę, że jesteście zwolennikami aborcji, ale wybiórczej”. Marszałek Jurek przeprasza mnie za zachowanie kolegów z klubu. W ostatniej chwili prezes Kaczyński zmienia zdanie i konstytucja jest uratowana. W proteście Marek Jurek rezygnuje z funkcji marszałka Sejmu. Rzecz naprawdę niesłychana.

Jesień 2007 r.
W przyspieszonych przez PiS wyborach Kościół toruński przegrywa z łagiewnickim i zaczynają się rządy PO-PSL. W stosunkach państwo – Kościół nic się nie zmienia, a jedynie odwracają się role. Teraz dobrymi policjantami są Dziwisz z Nyczem, a złym Rydzyk. Biskupi dalej doją Polskę, chronią swoich pedofilów, wtrącają się do polityki, uniemożliwiają uchwalenie ustaw o związkach partnerskich, finansowaniu in vitro, liberalizacji przepisów antyaborcyjnych. Platformerska, ciepła woda z kranu leje się do kropielnic.

Jesień 2009 r.
Moja walka o świeckie państwo przenosi się z polskiego zaścianka na forum Parlamentu Europejskiego. Zostaję wiceprzewodniczącą Platformy PE na rzecz świeckiej polityki. Szykuję interwencje w sprawie apostatów, uprzywilejowującej Kościół działalności GIODO, instytucjonalnej przemocy wobec kobiet, którą państwo stosuje za namową kleru.

Wiosna 2017 r.
W podartych łachmanach, zakuta w kajdany idę w Marszu Ateistów na ścięcie jako pierwszy polski ateista, filozof, Kazimierz Łyszczyński, autor traktatu „De non existentia Dei” („O nieistnieniu Boga”), stracony za brak wiary w 1689 r. Po cudownym zmartwychwstaniu mówię: „My, ateiści, wiemy, że życie jest tylko tu i teraz. To na Ziemi mamy swoje niebo, piekło i czyściec. To od nas zależy, czego będzie najwięcej. My, ateiści, musimy żyć godnie, szlachetnie, zgodnie z naszymi przekonaniami, bo wiemy, że nic innego nas nie czeka. To kłamstwo, że ateiści nie mają po co żyć. Ateiści nie mają po co umierać”.

Październik 2017 r.
Na Kongresie Świeckości, w imieniu SLD podpisuję Manifest Świeckości, będący sprzeciwem wobec „klerykalizacji życia publicznego i uprzywilejowaniu jakiegokolwiek wyznania w polskim porządku prawnym”. Naszym celem jest budowa demokratycznego, świeckiego państwa prawa.

Wiosna 2018 r.
Koalicja Ateistyczna ogłasza mnie Ateistą Roku 2018.

Lipiec 2020 r.
Jestem w sentymentalnym nastroju. Piszę 783. felieton do „FiM”. Od lutego 2016 r. w rubryce, która ma nową nazwę: „Joanna w krainie kaczystów”. Kochani, byłam przekonana, że razem dojdziemy do świeckiego państwa.

I tak będzie, choć już w innych okolicznościach. Dlatego nie piszę żegnajcie, a do zobaczenia.

Facebook Comments
Poprzedni artykułOd ołtarza do obciachu
Następny artykułProwincjałki (24)
prof. Joanna Senyszyn
Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).