Choć nie jest to żadne przestępstwo, sąd rodzinny zajmie się sprawą 16-letniego Jana Ś., który „pokolorował” herb swojego rodzinnego Jordanowa w barwy tęczy.

Sąd rodzinny w Suchej Beskidzkiej ma się zająć sprawą 16-latka, który w geście solidarności z osobami LGBT w herb swojego rodzinnego Jordanowa (woj. małopolskie) wpisał tęczowe tło i opublikował je w mediach społecznościowych.

– 4 marca br. w niniejszej sprawie zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające – informuje „FiM” Daria Pichórz, starszy inspektor z Sądu Okręgowego w Krakowie. Termin posiedzenia wyznaczono na 26 marca br., ale w związku z epidemią został odwołany. Na chwilę obecną nie został wyznaczony nowy termin. Postępowanie jest niejawne – dodaje.

Zawiadomienie o możliwości znieważenia herbu do prokuratury złożył burmistrz Jordanowa. Zdaniem rzecznika praw obywatelskich, posiedzenie sądu ws. chłopaka może być próbą jego zastraszenia. W połowie lutego br. policjanci przesłuchali chłopca, a także zmusili do publicznych przeprosin. Okazało się jednak, że młody człowiek niepotrzebnie przepraszał. Prawo jest w tym względzie jednoznaczne. Jeszcze kilka dni temu w rozmowie z „Gazetą Krakowską” szefowa suskiej prokuratury Stanisława Stanek twierdziła, że chłopak nie złamał prawa.

„Trafiła do nas notatka z policji w tej sprawie i jest raczej pewne, że żadnych zarzutów ten młody człowiek nie dostanie. Jego czyn nie był przestępstwem w rozumieniu 137 kodeksu karnego. On dotyczy tylko flagi i godła państwowego (dokładnie ich znieważenia), a nie obejmuje herbów miast” – wyjaśniała prokurator rejonowa z Suchej Beskidzkiej. – „Policja badała więc sprawę pod kątem artykułu 257, który mówi o publicznym nawoływaniu do nienawiści, np. grup etnicznych czy wyznaniowych. Chodziło o wpis „precz z narodowcami” (pojawił się pod herbem). Tu jednak także nie można tego tak traktować, bo narodowcy to nie grupa etniczna czy wyznaniowa, lecz ludzie skupieni wokół jednej idei politycznej”.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWojna o symbole. Jak prawica zawłaszczała legendę lewicowej rodziny
Następny artykułZbawienne cierpienie
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).