fot. Artur Kulikowski
Dzień przed Paradą Równości w stolicy odbył się różaniec publiczny, by przeprosić Pana Boga i Matkę Przenajświętszą za publiczne propagowanie grzechu sodomii.

W samym centrum Krakowskiego Przedmieścia, przed figurą Matki Bożej Passawskiej zbiera się około pięćdziesięcioro żarliwych katolików. Tłumek jest dziwny. Dominują zapiekłe i nienawistne twarze, rozbiegany wzrok i różańce w rękach. Wyznawcy Pana Boga zupełnie nie pasują do barwnego otoczenia deptaka i upalnego końca dnia. Młodzi przypominają znienawidzonych przez resztę klasy prymusów, którzy zawsze wszystko wiedzą i siadają w szkole w pierwszych ławkach, a seniorzy zachowują się jak za okupacji. W każdej chwili spodziewają się skrytobójczego ataku ze strony znienawidzonego wroga.

Znajome twarze

Są przyczesani na boczek blondyni z Krucjaty Młodych, w swoich przymałych garniturach przepasanych szarfą, nawiedzeni świeccy katolicy z tajemniczego Stowarzyszenia „Tradycja, Rodzina, Własność” ze strzelistymi proporcami, pani Gienia z Zakonu Rycerzy Jezusa Chrystusa w czerwonej pałatce z logo idola na plecach i pan Zygmunt, który z flagą narodową przychodzi na wszystkie manifestacje bez wyjątku. Tak na marginesie, czy w Warszawie jest tylko tylu prawdziwych katolików? Za miesiąc ze wszystkimi będę po imieniu…

Przesłanie miłości

Między „Zdrowaś Mario” a „Ojcze nasz” katolicy słyszą od prowadzącego modlitwę, jak powinni traktować osoby homoseksualne. By usprawiedliwić klasyczną mowę nienawiści, młody człowiek z mikrofonem w ręku i pryszczami na policzkach powołuje się na słowa świętych i papieży. Nieważne, że żyjących tysiąc i więcej lat temu. Gejów czy lesbijki przyrównuje do trędowatych.
– Trzeba odseparować chorych na trąd od zdrowych, by w ten sposób ta straszna choroba nie infekowała zdrowych ludzi i nie rozprzestrzeniała się – zaczął swój wywód człowiek, stojący przed figurką Maryi, by po chwili wyjaśnić, jak „eksterminować zboczeńców”.
– Kiedyś zakazane było, żeby trędowaci opuszczali swoje siedziby i podobnie ludzie zdrowi mieli zakaz, by się z nimi kontaktować. Skoro postępuje się tak w stosunku do osób, które mają trąd na ciele nie z własnej winy, to tym bardziej należy tak postąpić względem osób, które mają trąd na duszy, nabyty z własnej winy. Dlatego w trosce o własne życie duchowe nie należy w sposób świadomy i dobrowolny wystawiać się na bezpośredni kontakt z sodomitami.

Nienawiść? Skądże znowu…

Słysząc te słowa, zareagowała przechodząca obok kobieta w średnim wieku, która kulturalnie zwróciła uwagę modlącym się na deptaku, że „trochę przeginają i utrudniają ruch”. Obrońcy wiary tylko czekali na taką okazję. Kobieta usłyszała, że jest „kurwą, esbecko-komunistycznym pomiotem, a tak generalnie to powinna spierdalać do Izraela”. Gdy chciała zrobić zdjęcie napastnikom, została uderzona.
Najbardziej aktywnym siepaczem był starszy pan rasy białej, ciągnący dziecięcy wózek, w którym przywlókł na uliczny różaniec swoją wnuczkę o ciemnym kolorze skóry i bliskowschodnich rysach twarzy. Atmosfera zrobiła się napięta. Oliwy do piekielnego ognia dolała inna kobieta, która chciała wyjechać swoim samochodem z parkingu nielegalnie zajętego przez zgromadzonych przed figurką chrześcijan. Usłyszała tylko grzeczne:
– Poczekaj, bogata suko, aż skończymy. My tu się modlimy o zbawienie także twojej, zgniłej duszy.
Interweniowała policja, która nakazała kobiecie jazdę ulicą jednokierunkową pod prąd. W reakcji na ten incydent prowadzący modlitwę wypalił.
– Chcemy walczyć ze złem i promować dobro. W tej walce szatan nienawidzi porządku. Reprezentantami porządku są podczas naszego zgromadzenia panowie policjanci, którzy wzięli udział w tej walce. Módlmy się o świętość dla wszystkich policjantów, by wypełniali wolę bożą. Gdy wydawało się, że już nic bardziej idiotycznego się nie wydarzy, dostało się człowiekowi, który robił zdjęcia. Pięknym, literackim językiem usłyszał:
– Polska jest zawierzona Bogu, to święta ziemia, po której stąpał Jezus Chrystus, której kalać nie można. Nie wolno jej plugawić pstrykaniem fotografii… ty masonie i antychryście.
Opuszczając to chore z nienawiści miejsce, jak żona biblijnego Lota uciekająca z Sodomy, odwróciłem się tylko raz. To był mój błąd.
– Czego się gapisz, zboczeńcu! – usłyszałem z miłościwych ust bliźniego mego.

Facebook Comments