Zawierzona Matce Boskiej polska służba zdrowia zaczyna bardziej służyć katolickiej mitologii niż zdrowiu obywateli. Religia wkracza do aptek i na porodówkę.

Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski zbiera podpisy pod petycją w sprawie możliwości ustawowego powołania się na klauzulę sumienia. Chce, by do artykułu 34 projektu ustawy o zawodzie farmaceutów dopisać zdanie: „Farmaceuta może odmówić wykonania usługi farmaceutycznej, jeśli jej wykonanie jest niezgodne z jego sumieniem, chyba że odmowa ta mogłaby spowodować stan nagłego zagrożenia życia lub zdrowia pacjenta”.
Sprawa „farmaceutycznych sumień” wraca po raz kolejny, mimo że w 2012 r. główny inspektor farmaceutyczny przedstawił stanowisko, zgodnie z którym (w świetle obowiązujących przepisów) farmaceuta nie ma prawa do odmowy sprzedaży produktu leczniczego z powołaniem się na klauzulę sumienia. Oczywiście „sumienia” niektórych aptekarzy najbardziej łkają, gdy rzecz dotyczy pigułek antykoncepcyjnych.
Ale w tej sprawie również Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że tak długo, jak sprzedaż tych środków jest legalna, dostępna na podstawie recepty wystawionej przez lekarza, a preparaty te możliwe są do nabycia jedynie w aptece, farmaceuci nie mają prawa narzucać innym swoich przekonań moralnych, odmawiając ich sprzedaży. Takie stanowisko podzielają rzecznik praw obywatelskich i Komitet Bioetyki PAN. Mimo to katofarmaceuci na swojej stronie internetowej zapewniają, że aptekarz już teraz może odmówić wydania leku, który kłóci się z jego światopoglądem. Ma mu to gwarantować art. 53 ust. 1 Konstytucji RP, odnoszący się do wolności sumienia i religii.
SFKP zaklina rzeczywistość i twierdzi, że odmawiając np. wydania tabletki wczesnoporonnej nie narzuca pacjentowi swoich poglądów, a „jedynie realizuje swoje prawo do sprzeciwu sumienia”. Kościółkowi farmaceuci buntują się również przeciwko obowiązkowi informowania o innej aptece, gdzie taką receptę można zrealizować.
„Zobowiązanie do zapewnienia dostępu do kwestionowanych moralnie środków, np. poprzez wskazanie innego wykonawcy, niweluje w swej istocie prawo konkretnego farmaceuty do postępowania zgodnie z sumieniem oraz stanowi jego nieuzasadnione ograniczenie” – czytamy na stronie sfkp.pl. Idąc tym tokiem rozumowania (choć rozum nie ma z tym nic wspólnego), aptekarze innego wyznania ze względu na swoją wiarę mogliby odmawiać wydania leku na bazie alkoholu lub krwi.
Bezprawnemu ograniczaniu dostępu do antykoncepcji w aptekach sprzeciwia się m.in.: Inicjatywa Polska i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
„(…) Przeciwko instytucjonalizacji klauzuli sumienia dla farmaceutów przemawiają takie wartości, jak bezpieczeństwo publiczne, ochrona zdrowia, prawo do prywatności, wolność wyznania lub braku wyznania, czyli wartości również chronione przez Konstytucję” – przypomina „Federa”.

To jeszcze nie koniec….

Senatorowie PiS zabiegają o rozszerzenie klauzuli sumienia na diagnostów laboratoryjnych. Co ciekawe, sami diagności takiego zapisu nie chcą – wśród wykonywanych przez nich czynności nie ma takich, które mogłyby znacząco naruszać wolność sumienia, a poza tym nie mają bezpośredniego kontaktu z pacjentami.

To nadal nie koniec…

Ministerstwo Zdrowia wycofuje się z zaleceń Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, zgodnie z którymi kobieta po przebytym cięciu cesarskim musiała wyrazić zgodę na poród drogami natury. W praktyce oznaczało to, że decyzja o cesarce należała do kobiety. Według nowej rekomendacji ministerstwa ma to być „autonomiczna decyzja” lekarza.
„Do podjęcia próby porodu naturalnego u pacjentek po przebytym cięciu cesarskim nie będzie potrzebna wcześniejsza akceptacja pacjentki. (…) Lekarz odpowiadający za poród decyduje o sposobie rozwiązania, a nie lekarz prowadzący ciążę. Pozwoli to uniknąć sytuacji, gdy pacjentka trafia (do szpitala) z ustalonym sposobem zakończenia ciąży” – głoszą rekomendacje przygotowane bez konsultacji z organizacjami kobiecymi, przez zespół pracujący w ministerstwie Łukasza Szumowskiego. Szumowski zaś to minister od zawierzania, który zdaje się podzielać pogląd polskich „madek” – według nowomowy matek, przekonanych o swojej wyższości nad innymi kobietami, wynikającej z faktu posiadania dziecka. Według nich rodzić należy po bożemu, a Biblia mówi: „W bólach będziesz rodziła”. Zatem kobieta, która decyduje się na cesarkę, zdaniem „madek” nie rodzi, bo nie cierpi, więc matka z niej żadna.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWróg na wybory
Następny artykułPiąta kolumna 32/2019
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).