Pożegnania nie są moją mocną stroną.

Co mam napisać po siedmiu latach cotygodniowej felietonistyki prawniczej na tych łamach? Że Polska w 2020 r. wygląda gorzej niż w 2013 r.? No, wygląda.

Wygląda też, jeśli chodzi o rozwój instytucji demokratycznych i państwa prawnego, gorzej niż w 1989 r. Bo przecież końcówka PRL była okresem budowania mechanizmów demokratycznego państwa prawnego, a obecnie jesteśmy świadkami procesu jego destrukcji. Czyli wtedy „szło na lepsze”, teraz „idzie na gorsze”. I w 1989 r. wchodziliśmy już z przyzwoitym „usprzętowieniem” demokratycznym, którego dzisiaj nie mamy.

Dowody? Bardzo proszę.

W 1986 r. zaczął działalność Trybunał Konstytucyjny, którego utworzenia domagały się środowiska pawnicze (wtedy słuchane) i struktury prawdziwej Solidarności, a także partyjni reformatorzy. Pierwszy Trybunał Konstytucyjny miał skład budzący podziw. Prezes, prof. Alfons Klafkowski, prawnik-międzynarodowiec z Poznania. W składzie profesorowie: Henryk de Fiumel (również prawo międzynarodowe, specjalista w zakresie odpowiedzialności państwa), Kazimierz Buchała (znakomity karnista, adwokat), Natalia Gajl (łodzianka, specjalistka prawa finansowego i porównawczego), Leonard Łukaszuk (prawo morza), Henryk Groszyk (teoretyk prawa, znawca zasad legislacji), Kazimierz Działocha (konstytucjonalista), Stanisław Pawela (karnista), Andrzej Kabat (procesualista administracyjny). Na dzień dobry Trybunał Konstytucyjny „skosił” przepisy rozporządzenia Rady Ministrów. Co ciekawe, w postępowaniu zasięgnięto opinii biegłych co do prawa w osobach Profesorów Józefa Stanisława Piątowskiego i Sławomiry Wronkowskiej, która była druzgocąca dla rządu. Tak wtedy działał Trybunał Konstytucyjny. A co mamy dzisiaj? Ubożyznę intelektu, wiedzy i odwagi, którą symbolizuje jakaś pani o kwalifikacjach kucharki, obsadzona na trybunalskim stołku. No to kiedy było lepiej?

W 1980 r. utworzono Naczelny Sąd Administracyjny – odpowiedź na powtarzane przez prawników od lat 40. postulaty wprowadzenia sądowej kontroli nad działaniami (i bezczynnością) administracji, a też i spadkobierca przedwojennego Najwyższego Trybunału Administracyjnego. Pierwszym prezesem NSA został prof. Sylwester Zawadzki, konstytucjonalista i teoretyk prawa, a kolejnym – na 10 lat – prof. Adam Zieliński, znakomity cywilista, późniejszy rzecznik praw obywatelskich. Pierwsze orzeczenia NSA natychmiast „kosiły” akty administracyjnego bezprawia ze stanowczością, której dzisiaj możemy tylko pozazdrościć.

W sądownictwie powszechnym jeszcze przed czerwcowymi wyborami z 1989 r. wprowadzono mocą noweli konstytucyjnej nieusuwalność sędziów, a zaraz potem utworzono niezależną i niepolityczną Krajową Radę Sądownictwa oraz nakazano przywrócenie do orzekania wszystkich sędziów usuniętych wcześniej „za poglądy”.

No i rzecznik praw obywatelskich, działający od 1988 r. Pierwszą RPO została pani prof. Ewa Łętowska, której pryncypialności i odwagi w obronie praw obywateli nie muszę przedstawiać, bo jest oczywista.

Takie instytucjonalne mechanizmy demokratycznego państwa prawnego miała III Rzeczpospolita w chwili swych narodzin u schyłku 1989 r. A co mamy z tego dzisiaj? Zgliszcza. Atrapa Trybunału Konstytucyjnego, uprawiająca pseudolegitymizację gwałtów na Konstytucji i prawach człowieka, dokonywanych przez władzę. Spauperyzowany NSA, stopniowo przejmowany przez nominatów politycznych PiS. Zniszczone i zastraszone sądownictwo powszechne, z coraz większą liczbą pseudo-sędziów, czyli nominatów PiS poprzebieranych w sędziowskie togi i wydających wyroki na polityczne zamówienie. I Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, ostatnią (obok samorządów i nielicznych już niezawisłych sędziów) ostoję demokracji, ale z budżetem mniejszym o jedną siódmą od tego, którym dysponował w 2015 r., pomimo rosnących potrzeb i tytanicznej pracy prof. Bodnara i jego wspaniałych ludzi. Zresztą, Bodnar kończy we wrześniu kadencję i nie mam wątpliwości, że konstytucyjni bandyci z obozu rządzącego obejdą prawo i wprowadzą nieznaną Konstytucji funkcję „p.o. rzecznika”, którym zostanie jakaś kreatura z okolic Ministrollstwa Niesprawiedliwości.

A więc jest gorzej? No jest. Nie ma już funkcjonującej demokracji i nie ma „kursu na poprawę”, jaki przyjęła Polska w latach 80. XX w.

Powinienem mieć gorzką satysfakcję. W swoich felietonach ostrzegałem i napominałem, pisząc o bulwersujących orzeczeniach „prawdziwego” TK, które cechowały się nadmierną tolerancją wobec ekscesów władzy politycznej i niewystarczającym rygoryzmem w obronie praw jednostek, zwłaszcza tych najsłabszych. Pisałem też o kretynizmie niektórych kanonów polityki gospodarczej rządów demokratycznych, które nie umiały wprowadzić normalnej w Europie redystrybucji rosnącego bogactwa Polski. Pisałem o potrzebie budowania murów obronnych dla mniejszości. Pisałem krytycznie o zbędnym formalizmie sądów i ich braku szacunku dla praw człowieka. No i co? I nic.

Ale nie chcę się z Państwem żegnać w smutku. Napiszę więc tak: to przeminie. Dlaczego tak uważam? Z kilku powodów.
Po pierwsze, rośnie – co widzę w codziennej pracy – świadomość prawna społeczeństwa, w tym i świadomość praw człowieka, które są fundamentem całego systemu prawa. I apeluję do naszych Czytelników, przywołując słowa wielkiego Mariana Turskiego: nie bądźcie obojętni! Reagujcie, pozywajcie, skarżcie. Tak się wykuwa demokracja.

Po drugie, widzę też rosnącą chęć angażowania się młodego pokolenia. Ono się nie wstydzi ani lewicowości, ani wartości liberalnych czy demokratycznych. Ono czuje też obciachowość władzy, symbolizowaną przez odrażającą fizyczność i ohydną moralnie postawę Kaczyńskiego. Zresztą, on już zapewne niedługo umrze. Nie udawajmy, że nie czekaliśmy na śmierć Breżniewa. I nie udawajmy, że teraz nie chcemy uwolnienia Polski od tego truciciela demokracji, który obrócił nasz kraj w ustrojowe zgliszcza.

Po trzecie, widzę zmianę postawy wielu prawników. Zaczęli walczyć o wartości państwa prawnego. Wychodzą do ludzi, tłumaczą, demonstrują. To dobrze. Tak trzeba.

Po czwarte, widzę zmianę postawy polityków. Coraz mniej lewa strona sceny politycznej boi się papierowego tygrysa, jakim jest kościelny rząd dusz. Coraz częściej liberalni politycy mówią wprost, że mają w dupie pouczenia obłudników, pedofilów i złodziei, sepleniących o moralności, o której nie mają pojęcia.

Kończąc tę wspaniałą, siedmioletnią przygodę intelektualną z naszymi Czytelnikami, dziękuję Państwu i proszę: nie ustawajcie. Zobaczcie, wstaje słońce. Tym razem na zachodzie. Dziękuję za ten czas. Do widzenia Państwu.

Facebook Comments