Jan Puzyna jest chyba jednym z najbardziej kontrowersyjnych hierarchów w historii polskiego Kościoła, na pewno zaś krakowskiego.
Gdy był tutejszym biskupem, zdążył narobić sobie wrogów niemal w każdym środowisku.

Przyszły biskup krakowski urodził się 13 września 1842 r. w Gwoźdźcu koło Stanisławowa. Pochodził ze starej szlacheckiej (kniaziowskiej) rodziny. Jego dziadem był generał Józef Dwernicki, weteran wojen napoleońskich, później jeden z dowódców powstania listopadowego. Po skończeniu gimnazjum w Stanisławowie Jan Puzyna studiował prawo w Krakowie i Pradze, gdzie zdobył doktorat. Wówczas nic chyba jeszcze nie zapowiadało jego późniejszej kariery duchownej. Przez szereg lat pracował w sądownictwie i aparacie skarbowym.

Szybka kariera

Puzyna wstąpił do przemyskiego seminarium duchownego w 1876 r., mając już 34 lata. Jego kariera w stanie kapłańskim była jednak błyskawiczna. Przez pewien czas był wikariuszem w Przeworsku, później kanonikiem w Przemyślu. W 1886 r., ledwie dziesięć lat od wstąpienia do seminarium, został biskupem pomocniczym archidiecezji lwowskiej. Wieszczono mu szybkie objęcie funkcji „pełnego” biskupa lwowskiego, ale gdy zmarł biskup Albin Dunajewski, Puzyna został skierowany do diecezji krakowskiej.

Biskup Puzyna zawitał do Krakowa w lutym 1895 r. Socjalistyczny tygodnik „Naprzód” witał go słowami: „Ksiądz biskup Puzyna przybywa dziś do swej owczarni zwyczajnym pociągiem osobowym. Biskup ten długie, długie lata był urzędnikiem w krajowej dyrekcyi skarbu, aż odkrył w sobie powołanie na pasterza. W poprzedniej dyecezyi lwowskiej, którą zarządzał, bali się go księża jak ognia i nie lubieli serdecznie za jego srogość. Zobaczymy, jak też do tutejszych się weźmie. W każdym razie trudno mu przyjdzie zastąpić swego poprzednika, który prowadził całą politykę stańczyków i miał w ręku nici wszystkich zamachów na rozwój myśli demokratycznej w kraju”.

To odwołanie do poprzednika Puzyny i oczekiwanie, jakim będzie kolejny biskup nie było przypadkowe. Zmarły w czerwcu 1894 r. bp Albin Dunajewski także przebył ciekawą drogę życiową. Pochodził z zamożnej i wpływowej rodziny szlacheckiej, jego brat Julian był długoletnim posłem na galicyjski Sejm Krajowy i do parlamentu austriackiego w Wiedniu, zaś w latach 1880–1991 ministrem skarbu Austrii. Albin Dunajewski w młodości aktywnie działał w organizacjach niepodległościowych, za co został w 1848 r. skazany przez Austriaków na śmierć (karę zamieniono mu na osiem lat twierdzy). Po uwolnieniu pracował w sądownictwie, był sekretarzem hrabiego Adama Potockiego, przywódcy galicyjskich „stańczyków” (konserwatystów). Na jego decyzję o wstąpieniu do seminarium wpływ miały ponoć tragedie sercowe: jedna narzeczona popełniła samobójstwo, druga zmarła na tyfus. Święcenia uzyskał dopiero w wieku 44 lat, ale po kolejnych 18 został już biskupem krakowskim.

Puzyna – jak się okazało – miał znacznie przebić Dunajewskiego w konserwatyzmie. O ile jednak poprzednika dobrze wspominano ze względu na jego sympatyczny charakter i powierzchowność, o tyle nowy książę krakowskiego Kościoła szybko dał się poznać jako bufon i despota, potrafiący zrobić sobie wroga niemal z każdej osoby, która miała z nim styczność.

Weto na konklawe

Nawet w Kościele uchodził za skrajnego konserwatystę, wrogiego wszelkim reformom, a przede wszystkim posłusznego wykonawcę polityki dworu wiedeńskiego. Można się było przekonać o tym szczególnie w 1903 r., gdy uczestniczył w konklawe po śmierci papieża Leona XIII. Faworytem do papieskiego tronu wydawał się być kardynał Mariano Rampolla del Tindaro i aż do trzeciej tury głosowania było to niemal pewne. I wtedy Puzyna zgłosił weto cesarza Franciszka Józefa I wobec wyboru, zwane ekskluzywą.

Ekskluzywa była archaicznym przywilejem najważniejszych, europejskich koronowanych głów do zawetowania wyników konklawe, stosowanym niezmiernie rzadko, w ciągu poprzednich 250 lat ledwie sześć razy, a przed tym wydarzeniem w 1830 r. A że była bardzo nie na rękę Kościołowi, to nowy papież Pius X (Giuseppe Melchiore Sarto), ten sam, który dzięki bp Puzynie i ekskluzywie został głową Kościoła, natychmiast po objęciu stanowiska zakazał jej stosowania w przyszłości pod karą ekskomuniki.

Puzyna, zgłaszając weto, dał upust zarówno własnej niechęci do kardynała Rampollego, który m.in. optował za zbliżeniem Kościoła prawosławnego z katolickim, jak również osobistej wrogości Franciszka Józefa do niedoszłego papieża. Monarcha był wściekły na kardynała, że ten utrudniał przeprowadzenie katolickiego pogrzebu arcyksięcia Rudolfa, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo.

Postępowanie kardynała Puzyny zostało przyjęte z oburzeniem w całym katolickim świecie, zaś w samym Krakowie doprowadziło nawet do zamieszek ulicznych, wybijania szyb w pałacu biskupim i interwencji policji. Krakowskiego biskupa oskarżano nie tylko o to, że wypełnia wolę Franciszka Józefa, ale zarzucano mu wręcz, że jest agentem pruskim, a to w Galicji była wielka zniewaga.

Puzyna przeszedł do historii jako biskup, który doprowadził do zakończenia renowacji Wawelu i tamtejszej katedry. Ale i tu nie brakowało skandali. Hierarcha nie zgodził się, by w pracach brali udział Stanisław Wyspiański i Józef Mehoffer. Prasa socjalistyczna i ludowa wskazywały na wyzysk robotników pracujących na Wawelu, którzy według kosztorysu mieli przyobiecane dniówki w wysokości 1 florena i 80 centów, a w rzeczywistości dostawali połowę. Z kolei gdy w całej Galicji wybuchły strajki robotników budowlanych i zatrudnieni na Wawelu, solidaryzując się z kolegami, prosili biskupa, by na ten czas dał im wolne, zostali odprawieni z kwitkiem i ponagleni do roboty. Wyniosłość purpurata była słynna nawet w stosunku do duchownych podwładnych. Głośna była historia, gdy Puzynie nie spodobało się, za mało pokorne, przywitanie przez katechetę III Gimnazjum w Krakowie. Miał do niego huknąć: „na kolana”.

Biskupie skandale

Kilkakrotnie biskup wywoływał skandale związane z pochówkiem znanych osób czy też uroczystościami patriotycznymi. Słynna (i opisywana na łamach „FiM”) była jego odmowa pochowania na Wawelu w 1909 r. Juliusza Słowackiego. Po śmierci wieszcza nikt nie miał wątpliwości, gdzie powinien on spocząć. Odmowa była szokiem dla krakowskiej i galicyjskiej opinii publicznej. I tak jak sześć lat wcześniej po słynnym konklawe, tak i teraz na ulicach Krakowa doszło do żywiołowych demonstracji studenckich i starć z policją.

Nie był to pierwszy „pogrzebowy” skandal z udziałem Puzyny. Hierarcha nie zgodził się na katolicki pochówek pisarza Michała Bałuckiego. Ten utalentowany komediopisarz i dramaturg popełnił w 1901 r. samobójstwo, popadłszy wcześniej w depresję spowodowaną konfliktem z częścią środowiska literackiego. Doceniony został tak naprawdę dopiero wtedy, gdy zginął. Mimo wielu interwencji Puzyna nie zgodził się na katolicki pogrzeb samobójcy.

Jeszcze większe oburzenie wywołała postawa biskupa w 1910 r., gdy cały naród, zwłaszcza w Galicji, świętował 500-lecie bitwy grunwaldzkiej. Patriotyczne uniesienia sięgały zenitu, zaś Puzyna znów wystąpił przeciw oczekiwaniom społecznym i odmówił odprawienia na Błoniach 15 lipca 1910 r. uroczystej mszy. Twierdził, że nie będzie wspierał „ulicznego patriotyzmu” i odprawiał liturgii wśród straganów i występujących sportowców. Okrzyczano go wrogiem narodowej sprawy.

Gdy Jan Puzyna umierał we wrześniu 1911 r., mało kto po nim płakał. Odchodził w niesławie. Pamiętano mu wyniosłość i butę, antypatriotyczne zachowania, służalczość wobec monarchy, niszczenie ruchu ludowego (suspendował podstępnie m.in. popularnego działacza ludowego ks. Stanisława Stojałowskiego), spory ze środowiskami uniwersyteckimi i kulturalnymi.

Facebook Comments