Kongregacja Nauki Wiary w Watykanie, w przeciwieństwie do polskiej prokuratury, zadecydowała o wznowieniu postępowania wobec ks. Marcina K. z Sępólna Krajeńskiego, który wysyłał ministrantom seksualne propozycje.

Ks. Marcin K. z parafii pw. św. Bartłomieja w Sępólnie Krajeńskim (woj. kujawsko-pomorskie) przyznał się do molestowania seksualnego ministrantów. Tłumaczył to troską „doprowadzenia do spowiedzi i pomocy młodym ludziom w przeżywaniu seksualności”. Opiekuńczość wikariusza objawiała się m.in. wiadomościami na różnych komunikatorach internetowych. „Do końca tak będzie, jak powiesz mi że język poszedł w ruch”. „Lodzik czy coś więcej?”. „Dopiero dwa palce mokre”. „Chciałbyś, żeby jutro się działo?”. „Czy chciałbyś dzisiaj powtórzyć to co wczoraj?” – to tylko niektóre wiadomości, jakie odebrało od niego co najmniej pięciu ministrantów. Niektórzy nie mieli jeszcze ukończonych 15 lat. W jednej wiadomości ksiądz zamieścił także zdjęcie swojego przyrodzenia. Mimo to Prokuratura Rejonowa w Tucholi umorzyła postępowanie przeciwko niemu.

Władze Kościoła katolickiego w Watykanie nie przyjęły decyzji polskiego systemu sprawiedliwości. Kongregacja Nauki Wiary rozpoczęła kolejne postępowanie w sprawie duchownego, który proponował nieletnim również masaże.

– Otrzymaliśmy polecenie, żeby wobec księdza przeprowadzić proces karno-administracyjny – mówi portalowi o2.pl ks. Mateusz Nowak, delegat biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży w diecezji bydgoskiej.

Ks. Marcin K. w 2013 r., zaraz po święceniach kapłańskich, trafił do parafii pw. św. Trójcy w Łobżenicy (woj. wielkopolskie). Kilka miesięcy później w wywiadzie dla lokalnego czasopisma opowiadał o sobie: że pochodzi z Szubina, że ukończył tamtejsze liceum, że matka jest fizjoterapeutką w szpitalu, a ojciec i brat zajmują się pracą z trudną młodzieżą w ośrodku poprawczym. W Łobżenicy pracował z młodzieżą z miejscowego liceum. Upodobał sobie grę na deskach teatru. Cieszył się dobrą opinią, wyglądało na to, że był też lubiany przez młodych ludzi. W 2016 r. został nagle przeniesiony do oddalonego o 30 km Sępólna Krajeńskiego. Jak się okazało, z powodu nękania ministrantów. W Sępólnie nikt jednak nie znał przyczyn jego nieoczekiwanego przybycia. Tu ponownie otrzymał pod opiekę ministrantów. Po niecałych dwóch latach, pod koniec marca ub.r., sytuacja z Łobżenicy powtórzyła się i duchowny nagle zniknął.

Diecezja bydgoska ma już na swoim koncie „przygody z pedofilami”. W lutym br. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy ogłosił wyrok w sprawie, w której były ministrant, reprezentowany przez mecenasa Janusza Mazura, domagał się od kurii diecezjalnych w Bydgoszczy i we Wrocławiu odszkodowania za molestowanie przez byłego księdza Pawła K., którego w przeszłości był ofiarą. Według wyroku, obie diecezje muszą zapłacić poszkodowanemu 300 tys. zł.

Facebook Comments
Poprzedni artykułPigułki z krzyżykiem (20)
Następny artykułW kościele po kościółkowemu
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).