W ostatnich latach doszło do niebywałego wzrostu sekularyzacji społeczeństwa. Coraz więcej ludzi deklaruje się jako niewierzący.
Mimo to ateizm wciąż pozostaje jednym z najmniej zbadanych zjawisk we współczesnej nauce.

Jak wynika z najnowszych danych statystycznych, na całym świecie przybywa ateistów. Prawdopodobnie stanowią oni 1,1 mld populacji. Jeśli rozpatrywać ich jako jedną zjednoczoną grupę, która wyznaje w pewnym sensie własną religię, stanowiliby obok chrześcijaństwa i islamu trzecią największą siłę wyznaniową.

Schyłek religijności

Wiara, religia i praktyki religijne w krajach wysoko rozwiniętych odgrywają coraz mniejsze znaczenie. Najwięcej ateistów mamy w Europie Zachodniej oraz Ameryce Północnej. We Francji, Holandii i Nowej Zelandii, które stanowią wzorcowe przykłady państw świeckich, niewierzących jest więcej niż katolików. Przewiduje się, że w nadchodzących latach podobnie będzie w Wielkiej Brytanii i innych krajach europejskich. Główną przyczyną sekularyzacji społeczeństwa, która prowadzi konsekwentnie do ograniczenia, a nawet całkowitego wyeliminowania religii, jest rozwój nauki i technologii. Z kolei przyczyną pośrednią jest coraz łatwiejszy dostęp do informacji, a także powszechny dostęp do edukacji. Ważnym czynnikiem jest również rozwój programów społecznych, które gwarantują ludziom bezpieczeństwo finansowe.
Jak dotychczas ateizm, w przeciwieństwie do religii, nie był przedmiotem szczegółowych i systematycznych badań naukowych. Jednak powoli zaczyna się to zmieniać. W ostatnich latach powstał szereg projektów badawczych, które mają wyjaśnić zarówno potencjalne przyczyny ateizmu, jak i jego konsekwencje.

Ateiści są wszędzie!

Jednym z pierwszych badaczy, którzy postanowili na szeroką skalę zająć się ateizmem, jest amerykański psycholog ewolucyjny Will Gervais. Głównym celem jego badań jest zgłębienie problematyki obejmującej przyczyny rozpowszechniania się ateizmu, z którym niewątpliwie mamy teraz do czynienia. Co zatem skłania ludzi do stania się niewierzącymi? Decydującą rolę odgrywa indywidualne niezadowolenie z danej religii, jej dogmatów, systemu przekonań, symboli oraz jej praktyk, a nie, jak uważano dotychczas, procesy poznawcze, dzięki którym tworzymy wiedzę i przetwarzamy informacje o naszym otoczeniu.
W swojej pracy Gervais opiera się przede wszystkim na eksperymentach empirycznych oraz nowatorskich ankietach, opartych na technikach wypracowanych w kryminologii i socjologii. Wstępne badania przeprowadził na grupie trzech tysięcy ludzi, którzy uznają się za niewierzących. Wyniki, które na tej podstawie zebrał, sugerują, że prawdziwa liczba niewierzących w Boga w Stanach Zjednoczonych, uchodzących dotąd za kraj głęboko religijny, gdzie religia odgrywa niezwykle ważną funkcję zarówno w życiu społecznym, jak i politycznym, wynosi w przybliżeniu aż 26 proc. Badania Gervaisa podważyły rezultaty słynnego sondażu Gallupa, prowadzonego przez najstarszy na świecie instytut, który zajmuje się badaniem opinii publicznej. Wynikało z niego, że na terytorium Stanów Zjednoczonych ateiści stanowią zaledwie 11 proc. populacji, czyli jest ich ponad dwa razy mniej niż stwierdzają to badania Gervaisa.

Test seryjnego mordercy

Gervais, wraz z grupą innych badaczy, postanowił również sprawdzić, czy ateiści wzbudzają intuicyjną niechęć w innych ludziach. W eksperymencie wzięło udział 3 400 osób z 13 krajów. Każdy uczestnik otrzymał opis przerażającego seryjnego mordercy, który dla zabawy morduje bezdomnych. Następnie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy jest bardziej prawdopodobne, że morderca jest nauczycielem, czy że jest nauczycielem, który nie wierzy w Boga lub nauczycielem, który wierzy w Boga. Większość uczestników eksperymentu intuicyjnie zakładała, że sprawca musi być osobą niewierzącą i wybierała opcję drugą. Wśród nich dużą grupę stanowili – niezależnie od tego, jak może wydać się to absurdalne – zdeklarowani ateiści. Okazuje się, że sami niewierzący oceniają innych niewierzących jako bardziej skłonnych do zachowań niemoralnych.
Do podobnych wyników doszła również inna amerykańska badaczka Sarah Schiavone. Przeprowadziła ona eksperyment, w którym uczestnicy otrzymali opis nie seryjnego mordercy, lecz księdza, który latami molestował i wykorzystywał małych chłopców. Większość badanych intuicyjnie wierzyła w to, że ksiądz był kryptoateistą.

Sekretne „religijne” życie ateistów

Kolejnym badaczem ateizmu i sekretnego życia religijnego niewierzących jest amerykański psycholog Clay Routledge. W swoich badaniach skupia się przede wszystkim na tym, czy ludzie, którzy nie wierzą w Boga są podatni na pewne rodzaje myślenia magicznego, do których zaliczyć można m.in. przekonania, że czarny kot przynosi nieszczęście albo że wszystko w życiu dzieje się „po coś”. Jego dotychczasowe badania wskazują, że większość ateistów podziela wiarę w zjawiska nadprzyrodzone o tyle, o ile nie są one nacechowane religijnie, a tym samym nie są związane z istnieniem Boga. Można być bez żadnych przeszkód ateistą i jednocześnie wierzyć w teorie spiskowe o UFO.
Routledge opracował psychologiczny model „potrzeby sensu”. Odkrył, że jest on ściśle związany ze zwiększoną wiarą w zjawiska nadprzyrodzone. Przy czym dotyczy to w takim samym stopniu teistów, jak i ateistów. Niezmiernie interesujące jest, że wierzenia w czynnik nadnaturalny można mechanicznie potęgować właśnie poprzez potrzebę poczucia sensu. Gdy człowiek znajduje się w sytuacji określanej w psychologii jako zagrożenie, zaczyna podejmować działania, które mają na celu zredukowanie go. Przykładowo: staje się radykalnie wierzący w Boga lub inne zjawiska nadprzyrodzone.

Co to znaczy być ateistą?

Bezprecedensowe badania nad źródłami ateizmu przeprowadzają obecnie brytyjscy naukowcy, zajmujący się psychologią społeczną, kognitywistyką, antropologią i teologią. Wśród nich można wyróżnić Lois Lee, Stephena Bullivanta, Miguela Fariasa i Jonathana Lanmana. Prowadzą oni projekt badawczy „Zrozumieć niewiarę”, którego zasadniczym celem jest lepsze zrozumienie natury ateizmu i agnostycyzmu. Ze względu na niebywały wzrost sekularyzacji, zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej, ateizm traktowany jest przez nich jako zjawisko globalne, które z bardzo dużym podobieństwem będzie prowadzić do całkowitego upadku religii. Przedmiotem ich badań są niewierzący ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Danii i Japonii.
Projekt „Zrozumieć niewiarę”, zapoczątkowany w 2017 r., koncentruje się na badaniach interdyscyplinarnych i międzykulturowych. Bierze w nim udział 20 zespołów badawczych z całego świata, które analizują szczegółowo takie zagadnienia, jak:
– natura niewiary w zjawiska religijne;
– przekonania osób niewierzących o sensie życia i śmierci;
– konsekwencje wychowywania dzieci w duchu ateizmu;
– niereligijna wiara ateistów (czy ateista w coś wierzy, a jeśli tak, to w co dokładnie);
– ateizm w różnych kulturach i religiach.

Religijny odpowiednik Nagrody Nobla

Wszystkie powyższe badania są finansowane przez Fundację Johna Templetona, która od 2014 r. zaczęła aktywnie wspierać projekty badawcze, skupiające się na lepszym zrozumieniu zarówno przyczyn rozprzestrzeniania się ateizmu i różnych form niewiary, jak i konsekwencji, jakie niesie ateizm. Dotyczy to zarówno skutków negatywnych, jak i korzyści, jakie mogą wynikać z bycia niewierzącym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Fundacja Templetona promuje wyłącznie religijnych naukowców, którzy w praktyce badawczej w sposób harmonijny łączą religię z nauką, a tym samym dokonują wkładu „w afirmację duchowego wymiaru życia poprzez spostrzeżenie, odkrycie lub prace praktyczne”. Co prawda Fundacja w swoim statucie podkreśla, że nie popiera jakiejś określonej tradycji religijnej lub określonego Boga, lecz szeroko rozumiane dążenia do rozwoju ludzkości, niemniej poprzez ów rozwój rozumie głównie rozwój religijny. Skąd więc wzięło się jej zainteresowanie bezbożnością? Swoje badania nad ateizmem tłumaczy trochę na zasadzie słynnej frazy z „Ojca Chrzestnego II” Francisa Forda Coppoli: „Trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej”.
Co roku Fundacja Templetona przyznaje Nagrodę Templetona, która budzi bardzo wiele kontrowersji w środowiskach naukowych. Jej wartość celowo została ustalona w taki sposób, żeby zawsze przewyższała Nagrodę Nobla, sugerując tym samym, że religijność popłaca, a niereligijność… popłaca mniej.

Facebook Comments